RSS
Facebook
Twitter

piątek, 9 września 2011

Kiedy książkowe historie ożywają, a sztuki teatralne stają się życiem…

O serii: Kiedy Kelley Winslow przeprowadziła się do Nowego Jorku, sądziła, że to jedyna szansa, by stać się sławną aktorką, by zaistnieć w świecie sław. Los jednak przygotował dla niej coś zupełnie innego. Sonny Flannery – Przystojny Nieznajomy, którego poznała w Ogrodzie Szekspira w nowojorskim Central Parku – mówi jej ni stąd i zowąd, że jest córką Oberona – Króla Elfów i pana królestwa Usneelie – znanego jej z dramatu „Sen nocy letniej” angielskiego pisarza. Od tego czasu Kelley grozi straszne niebezpieczeństwo. Dziewczyna musi, niczym Tytania, nie tylko użerać się z Oberonem o „poddanego”, ale i ze swoją matką o bezpieczeństwo dla Miasta, Które Nigdy Nie Zasypia. A przecież Wielki Quentin, reżyser spektaklów, w których gra Kelley, nie będzie robił dla niej wyjątków tylko dlatego, że jest elfem!

O książce: Przed siedemnastoletnią Kelley Winslow stoi wielka okazja – dziesięć dni przed premierą „Snu nocy letniej” Williama Szekspira aktorka grająca Królową Elfów – Tytanię – łamie sobie nogę w kostce, przez co dublerka musi zająć jej miejsce. Dziewczyna nie zdaje sobie jednak sprawy, jak wiele łączy ją z bohaterami dramatu. A wszystko zaczyna się od spotkania Przystojnego Nieznajomego w Ogrodzie Szekspira, kiedy sama postanowiła przećwiczyć swoją rolę. I choć Kelley uważa, że młodzieniec po prostu ją prześladuje, Sonny Flannery ma ważniejsze rzeczy na głowie niż śledzenie młodziutkiej aktorki. Sonny jest Janusem i w dziewięcionoc, która zaczyna się już następnej nocy, musi strzec Bramy Samhain, która znajduje się w Central Parku, przed ucieczką – zarówno elfów do świata śmiertelników jak i Zabłąkanych z powrotem do Zaświatów. I choć chłopak wraz z pozostałymi Janusami bardzo się starają, od czasu do czasu do Nowego Jorku przedostają się tajemnicze i groźne stworzenia. Jedno z nich – kelpie z dereszowymi koralikami w grzywie i ogonie – trafiło pod dach Kelley. Od tego momentu wszystko zaczyna, niczym elementy układanki, składać się w całość i ściągać na dziewczynę kłopoty. W Zaświatach natomiast trony dwóch królestw są zagrożone. A Oberon nie cofnie się przed niczym, by odzyskać pewną pozycję.

„W kółko, z górki i pod górkę
Będzie wodził całą czwórkę
Robin, postrach miast i siół:
W kółko, w górę i znów w dół!”

Bardzo lubię dyskusje z ludźmi na temat niedawno przeczytanych książek. Szczególnie te z Mattem o historiach, które właśnie skończyliśmy. Uświadamiam sobie wtedy co tak naprawdę o danej książce uważam. Co więc sądzę o „Oddechu Nocy”? No cóż…

„Oddech nocy” Lesley Livingston, pierwsza część trylogii o Kelley Winslow i Sonnym Flannery, jest jednocześnie niesamowicie oryginalna, ale i niewyobrażalnie banalna. Nie powiem – ciekawe zestawienie. Co, gdzie, jak i dlaczego? Już wyjaśniam. :)
Czemu oryginalna? - No, a nie? Szekspir jest pisarzem dość znanym. Napisał wiele dramatów i sonetów, lecz, według mnie, najczęściej kojarzony jest z „Romeem i Julią” (jak na złość – to nie on napisał opowieść dwojga tych kochanków jako pierwszy ;]), a że była to historia romantyczna i wzruszająca, ludzie na całej Ziemi postanowili z niej czerpać inspirację i pomysły. Ile powstało utworów, filmów i książek na podstawie tragedii tej dwójki młodych ludzi! Nie sposób ich zliczyć na palcach u rąk i nóg. Lesley Livingston – jako niewątpliwa znawczyni (choćby amatorsko) dzieł tego wielkiego angielskiego pisarza – postanowiła pójść w nieco innym kierunku i zamiast skoncentrować się na rozkochanych Włochach, skupiła swoją uwagę na świecie elfów, na Oberonie i Tytanii czy Puku i Piramie. I choć kocham wręcz wszystko co oparte jest na Romeo i Julii (druga ciekawostka – nigdy tej sztuki nie przeczytałam, nawet, gdy miałam ją za lekturę) – co oznacza także, że z chęcią sięgnę po „Cień światła” – jestem jak najbardziej na „tak”, jeśli chodzi o „Sen nocy letniej” na podkład do historii.

Co jest jeszcze na plus? Z pewnością jestem wdzięczna autorce za wplecenie fragmentów wypowiedzi bohaterów „Snu nocy letniej” i „Makbeta” w akcję książki. Nadaje to historii pewien specyficzny klimat i odrobinę „magii”.
To chyba tyle, jeśli mówimy o oryginalności.

Jeśli chodzi o akcję – no dobrze, była. Praktycznie od początku zawsze się coś działo: a to atakujące piskie, a to próby Kelley, a to ratowanie kelpie, a to śledzenie głównej bohaterki przez Sonny’ego, a to tamto, a to siamto. Fabuła była jednak łatwa do przewidzenia, nie licząc może z trzech momentów, w których, niczego nie podejrzewałam, i nieco banalna. Wiadomo było, że Sonny i Kelley będą razem, mimo, że autorka przy każdej możliwej okazji zaznaczała, że ta dwójka bohaterów za sobą nie przepada. I choć z początku wyśmienicie jej szło, w pewnym momencie – sama nie jestem pewna w którym – potknęła się i cała misterna pajęczyna ich chłonnych zachowań została brutalnie zerwana.

Jeśli chodzi o resztę bohaterów… Autorka nie wykorzystuje do końca ich potencjału. Oberon czy Robin byli  bohaterami dość mdłymi i „pustymi”. Miało się wrażenie, że byli jedynie naszkicowani, a przecież pani Livingston nie musiała się wybitnie wysilać z wymyślaniem dla nich charakteru, jako że ich postacie powstały ileśtam lat temu.

Jak w większości książek narracja jest trzecioosobowa, lecz dwutorowa – jeden narrator towarzyszy Kelley, drugi natomiast Sonny’emu. Muszę jednak przyznać, że ta trzecioosobowa narracja pasuje do tej książki jak pięść do nosa. Ilekroć odrywałam się od mojego „filmu” i zwracałam uwagę na sposób pisania, byłam zaskoczona, że narratorką opowieści nie jest Kelley.

A mimo tego wszystkiego książka niebotycznie mi się podobała. Mimo relacji z nikąd wziętych, przewidywalnej fabuły, braku rozwinięcia charakterów bohaterów drugoplanowych i dziwnej narracji, książka nadal mi się podoba. Ma w sobie to „coś”, co przyciąga mnie do niej. I choć „Oddech nocy” nie należy do moich najulubieńszych książek, będę do niego wracała często i z największą czułością, a na kontynuację czekam ze zniecierpliwieniem.


„Twoja cudowność do wyznań mnie zmusza:
O Tobie tylko marzy moja dusza.
Nie jestem zwykłym duchem, lecz królową
którą okrywa chwałą co dzień nową
wieczyste lato. Kocham cię.”
Autor: Lesley Livingston
Tytuł: Oddech nocy
Seria: O Kelley
Tłumacz: Zuzanna Byczek
Liczba stron: -------- (267)
Wydawnictwo: Jaguar


PREMIERA: 21 WRZEŚNIA 2011


"Oddech nocy" Lesley Livingston dostałam przedpremierowo od Wydawnictwa Jaguar. Dziękuję ślicznie :).

11 komentarzy:

  1. A już zwątpiłem. ;)
    Dziękuję za wyróżnienie - też z tobą uwielbiam gadać ^^
    Co do recenzji - zgadzam się, mimo tych błędów (nawet nie zwróciłem uwagi na narrację, ale wiedziałem, że coś mi nie pasuje) to dobra książka i będę ją trzymał na specjalnej półce (czyli gdzie się zmieści). Była fajna i dwójkę też poprosimy przedpremierowo, nie? ;-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam w planach ale chyba tych dalszych. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli mimo błędów książka się podoba to muszę ją przeczytać, może spróbuję po premierze.

    OdpowiedzUsuń
  4. I ty Brutusie przeciwko mnie... Kolejna mi się naraża XD Czyżby to był czas denerwowania Tris ? XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Znalazłam niezbyt pozytywną recenzją książki. Nie wiem czy to coś dla mnie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Matt: No wiesz co?! Pf... Ci faceci...
    Myślisz, że Enty będzie miała czas i materiały na egzemplarze przedpremierowe? ;>

    Cassiel: W jakich tam dalszych! W październiku już druga część!

    AnnieK: Koniecznie musisz! ^^

    Tristezza: Oj, no co chcesz? Przecież napisałam, że w sumie to mi się i tak książka podoba :D.

    Maruda007: No wiesz... Są gusta i guściki. Niektórym się "Oddech" nie podoba, niektórzy go lubią, a inni wręcz kochają, więc tak nie do końca wiadomo jak to z nim jest. Żeby się ostatecznie dowiedzieć jak to z nim jest, trzeba op prostu przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja osobiście nie wiem jak mogła się komuś tak bardzo spodobać książka o tak sztucznym klimacie i bohaterach. Gdyby nie ostatnie kilkadziesiąt stron, dałabym tej książce o wiele niższą notę niż dałam (a dałam u siebie 5/10). Raczej nie polecam. Osobiście jestem fanką WYRAŹNYCH bohaterów i NATURALNEGO wątku romantycznego, rozwijającego sie a nie nie stąd ni zowąd pojawiającego się znikąd. Na szczęście Pani z Jaguara mile przyjmuje te negatywne recenzje...

    Maruda - czyżby chodziło o moją XD?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ksiażkę przeczytam ale po premierze:) a recenzja fajna:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę czytania przedpremierowego - ta książka to dla mnie wciąż tajemnica. Jedni chwalą pod niebiosa, inni krytykują ile wlezie. Ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja słyszałam, że to straszny gniot i raczej nie sięgnę, coś mnie w tej książce nie pasuje ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja już mówiłam - gusta i guściki ;). Książka mi się podobała przede wszystkim dlatego, że swoje "źródło" miała w Szekpirze, ale reszta faktycznie leży.

    OdpowiedzUsuń