RSS
Facebook
Twitter

niedziela, 12 lutego 2012

Początek doskonałej serii w doskonałej oprawie graficznej...

Wyobraź sobie: nazywasz się Charlotta, masz 16 lat, mieszkasz w Londynie z matką, dwoma ciotkami, trojgiem kuzynostwa, babcią i kamerdynerem. Jesteś najlepszą uczennicą w szkole, nauczyciele cię uwielbiają, no i w końcu brzydka też nie jesteś. Może nie masz zbyt wielu przyjaciół (jeżeli w ogóle), ale czym są przyjaciele, gdy ma się gen podróży w czasie, dzięki któremu możesz nie tylko przenosić się w przeszłość, ale i poznać Gideona de Villiers – 19-letniego nieziemsko przystojnego młodzieńca, który gra w polo. W dodatku łączy was o wiele więcej niż tylko spotkania tajemniczego zakonu w londyńskich podziemiach. Jesteś Rubinem. Od urodzenia uczono cię jak być doskonałym podróżnikiem, a już wkrótce odbędziesz swoją pierwszą podróż. I nagle całe twoje życie staje na głowie. Ni z tego, ni z owego twoja durna kuzynka Gwendolyn z głupią blizną na skroni przychodzi ze swoją stukniętą matką i twierdzi, że to ona jest Rubinem, a nie ty. Nikt co prawda im nie wierzy, ale jedynym sposobem by pokazać, że nie mają racji ma być twój przeskok w czasie. A przecież powinien się zdarzyć już parę dni temu! Ooooj, nie. Jesteś Charlotta Montrose i nikt nie ma prawa odbierać czegoś, o co troszczyłaś się przez całe życie.

Kiedy kończymy czytać jakąś książkę, możemy spodziewać się kilku(dziesięciu) różnych reakcji. Pierwsza z nich i zarazem jedna z najrzadszych to typ „trafiło się ślepej kurze ziarno”: „O mój boże! Ta książka jest boska! Miałam/em fuksa – książkę kupiłam/em w ciemno, bez czytania żadnych opinii, ani nic. Naaajs.”. Natomiast jedną z najczęstszych: „Nie mogę się doczekać kontynuacji! (Dajmy na to) Skrzetuski jest taki cudowny!”. Z kolei gdzieś pomiędzy częstotliwością „OMG! OMG! OMFG! Kocham tę książkę! Chcę za nią wyjść i urodzić jej/spłodzić z nią dzieci! Zginę za nią na wojnie o wolność dla książek!” a „No. Ujdzie w tłumie.”, znajduje się: „Raaaaaanyyy! Co za badziewie! Dlaczego ja w ogóle sięgnęłam/ąłem po to coś?!”. No właśnie – dlaczego? Książka może mieć, np. wiele pozytywny recenzji. Na portalach książkowych – wiele gwiazdek. Na forum wszyscy piszą, że książka jest fenomenalna, co potwierdzają rozmowy – zarówno te na gg i facebookowym chacie, jak i te w szkole/na uczelni/ w pracy. Lektura taka może być o tematyce jaką uwielbiasz i poruszać problemy, o których kochasz dyskutować. Nie mówiąc już o tym, że niemal pod każdym twoim postem musi się pojawić co najmniej jeden komentarz polecający daną pozycję. W dodatku akurat nadarza się okazja, by ją tanio nabyć. Ba! Nawet czas, żeby przeczytać w spokoju. No i co zrobić w tej sytuacji? Przeczytać – nie ma innej opcji.

W takiej sytuacji znalazłam z „Czerwienią Rubinu” Kerstin Gier. Świat skrzyknął się z Życiem i Losem i wymusił na mnie lekturę tej książki. Jak to się skończyło?

Zacznijmy jednak od czegoś miłego, przyjemnego i prostego – a mianowicie od języka, narracji i fabuły. Pierwszoosobowa narracja prowadzona jest przez szesnastoletnią Gwen, w pierwszej części „Trylogii Czasu” spotykamy się więc z prostym, młodzieżowym językiem, nadającym książce pewnego rodzaju „swojskiego” klimatu – ot miasto, jak każde inne w Europie, na początku XXI w., w którym możemy mieć do czynienia zarówno z młodymi geniuszami jak i całkowitymi idiotami. Jeżeli szukamy górnolotnych słów i homerowskich porównań, powinniśmy się od tej książki trzymać z daleka. Jeśli zaś chodzi o fabułę – choć na pierwszy rzut oka przez długi czas nic się nie dzieje (autorka sporą część książki poświęciła na spory na temat Gwen i jej rzekomego bycia Rubinem), Kerstin Gier cały czas, jak na dobrego gospodarza przystało, serwuje nam pod nos coraz to cieplejsze i smaczniejsze kąski, takie jak przezabawne teorie spiskowe Leslie i Gwen, dziwne zachowanie Gideona  czy podejrzane wymówki Grace, przez co nie możemy oderwać się od książki choćby na minutkę.

A skoro już o bohaterach mowa… Postacią, która wzbudziła we mnie najcieplejsze uczucia, jest Leslie Hay – najlepsza przyjaciółka Gwen. Ta miła i pogodna dziewczyna jako jedyna bezinteresownie postanowiła pomóc swojej przyjaciółce, gdy ta znalazła się w trudnym położeniu. Zawsze towarzyszyła dziewczynie i była godna zaufania - nic więc dziwnego, że znała wszystkie jej sekrety, nawet te, o których nie powinna nic wiedzieć. Zachowała jasność umysłu, gdy podróżniczka w czasie straciła głowę, i pomogła jak tylko mogła, używając wszystkich możliwych źródeł informacji. Mam nadzieję, że gdyby mi się przytrafiła podobna historia, zachowałabym się zupełnie jak Leslie.
Jedną z ciekawszych bohaterek była i nasza narratorka – Gwendolyn Sheperd. Chodź wydarzyło jej się coś zupełnie nie z tej Ziemi, w miarę szybko opanowała sytuację (wraz ze swoją przyjaciółką) i odnalazła się w nowym życiu. Wielbicielka banalnych filmów i głębokich, mało komu znanych książek zawładnęła moim sercem nie tylko z powodu podobnych zainteresowań czy możliwością podróży w czasie, ale tym, że po całym zamieszaniu nadal pozostawała sobą – ot zwykłą uczennicą w londyńskiej szkole, która po prostu… Ma nieco ciekawsze zajęcia popołudniami.

Nie mogłam oczywiście zapomnieć o podróżach w czasie – czyli tym na czym opiera się cała książka, a co Jenny lubi najbardziej. Jak już niegdyś pisałam, bardzo trudno mnie zadowolić w tej kwestii. Autor książki nie może zapomnieć o efekcie motyla, o ciągłości Czasu, o jego stałości i niezmienności. Z Czasem nie może igrać. Z Czasem nie może się bawić. Z Czasem nie może walczyć. Czas rządzi się własnymi prawami i nikt nie wygra z nim walki. Nic więc dziwnego, że tak rzadko ktoś podejmuje się tematyki podróży w czasie, a jeszcze rzadziej czytelnicy są zadowoleni z takiego przedstawienia sprawy. Kerstin Gier jednak pisze tak, jakby doskonale znała jego naturę. Szanuje Czas, współpracuje z nim, a nie walczy.  To właśnie dzięki temu tak bardzo pokochałam Trylogię Czasu. Co prawda przeszkadzają mi te nagłe „przeskoki”, które czasem zdarzają się bohaterom, a także fakt, że muszą „odfajkować swoje” w przeszłości, sądzę jednak, że był to, niestety, jedyny sposób, by wszystko ze sobą pogodzić, więc przymykam na to oko.

Podsumowując… „Czerwień rubinu” autorstwa Kerstin Gier jest pozycją rewelacyjną, napisana ciekawym, choć prostym, językiem z niesamowitą fabułą. Pozycja doskonała dla młodzieży, aczkolwiek dorośli spokojnie mogą po nią sięgnąć – by przypomnieć sobie, jak było mieć lat „naście” lub choćby dla fenomenalnych podróży w czasie. Od Trylogii Czasu trudno się oderwać i trudno jej nie pokochać. Ze zniecierpliwieniem czekam na ostatnią część – „Zieleń Szmaragdu” – a „Czerwień rubinu” i „Błękit Szafiru” odkładam na półeczkę „Ulubione”.

Autor: Kerstin Gier
Tytuł: Czerwień rubinu
Seria: Trylogia Czasu
Tłumacz: Agata Janiszewska
Liczba stron: 341
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Data wydania: 29 kwietnia 2011

"Czerwień rubinu" dostałam dzięki uprzejmości pani Edyty z wydawnictwa Egmont. Serdecznie dziękuję ;).

12 komentarzy:

  1. Mi również się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kolejna pozytywna recenzja. Książka leży na mojej półce ale wygląda no to, że sięgnę po nią szyb ciej niż myślałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wchodzę sobie na twojego bloga, a tu tyle zmian, nie do poznania, po pierwsze jest recenzja, i ulala można się pośmiać z nią, a ten róż mnie przestraszył.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham te książki <3 Jedna z najlepszych serii książkowych na świecie!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Egzemplarz dostałaś dzięki uprzejmości pani Edyty i po części mojej. Proszę o tym nie zapominać ^^

    A recenzja, jak zwykle długa, ale fajnie skomponowana pod względem doboru słów. Do czego to dochodzi - recenzuję już nawet recenzje xD Powinienem zrobić sobie odpoczynek...

    OdpowiedzUsuń
  6. Cassiel: *żółwik* :)

    Isztar: Musisz po tę książkę sięgnąć jak najszybciej! Koniecznie!

    AnnieK: To dawno u mnie nie byłaś :). Różowy (jak do możliwe, skoro nie cierpię tego koloru?) wystrój mam już od miesiąca :D.
    Ale zaczynam się bać - jestem śmieszna, a nawet o tym nie wiem O.o

    Tirindeth: No dokładnie <3. Uwielbiam je ^^.

    Matt: Tak, tak, pamiętam. Dziękuję :)
    Ha ha! Trzeba było pisać tak często jak ja, to byś nie miał takich recenzenckich naleciałości :D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm, wcześniej byłam negatywnie nastawiona do tej trylogii, ale twoja recenzja zmieniła moją chęć do kupienia jej i liczę że w najbliższym czasie ją przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam "Trylogię czasu", przeczytałam już całą i zapewniam Cię każdy tom jest lepszy od poprzedniego! Na moim blogu możesz znaleźć recenzję 3 części :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniolec: Czytaj, czytaj ^^

    Rosemary: Pamiętam, czytałam :). Nie pamiętam czy komentowałam, ale na pewno czytałam :D.

    OdpowiedzUsuń
  10. Narobiłam sobie zaległości, oj, narobiłam.. Chyba przesunę tę książkę na wyższą pozycję na mojej liście, bo po twojej recenzji mam ochotę przeczytać ją już teraz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kerstin Gier ma talent do pisania świetnych książek. Cieszę się, że już tylko kilka dni do premiery ostatniego tomu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna recenzja ;D
    A książka właśnie do mnie leci *.*

    OdpowiedzUsuń