„Zwłaszcza nie dałbym wiary Carmel, która nosi na nodze dokładnie taki ślad po ugryzieniu, jakie znaleziono na ciałach ofiar najbardziej przerażających morderstw ostatnich lat. Nigdy jednak nie przestanie mnie zadziwiać, w co chcą wierzyć ludzie.
Niedźwiedź. Jasne. Niedźwiedź ugryzł Carmel w nogę, a mną rzucił o drzewo, kiedy heroicznie próbowałem go od niej odciągnąć. Bronił jej też Morfan. I Thomas. Nikt poza dziewczyną nie został pokąsany ani poraniony pazurami, a mama wyszła z tego kompletnie bez szwanku. Ale hej, takie rzeczy się zdarzają.”
Z której strony by nie spojrzeć, Cas (a właściwie Tezeusz Cassio Lowood) nie jest zwyczajnym nastolatkiem. Mając lat naście, nie ma dziewczyny, nie szuka przyjaciół, a szkołę, którą zmienia co parę miesięcy, uważa co najwyżej za niewielką pomoc przy wykonywaniu swojej pracy, by o pójściu na uniwersytet nawet nie myśleć. Ale czego innego można spodziewać się po chłopaku, którego matka jest czarownicą, ojciec za życia zabijał umarłych, zaś kot wyczuwa martwe istoty? W dodatku sam Cas postanawia pójść w ślady ojca i bez asekuracji ze strony innych, biega po świecie z niezwykłym sztyletem – Atheme – w poszukiwaniu zabłąkanych i niebezpiecznych dusz, które z jakichś powodów musiały pozostać na Ziemi… Całkowicie oryginalny młodzieniec!
Najnowszy cel Casa znajduje się w małym kanadyjskim miasteczku Thunder Bay – w miasteczku, w którym na każdym rogu ulicy możesz spotkać ducha. Chłopak jednak przyjeżdża tu tylko z jednego powodu. Powodu, który zabił 27 osób w ciągu pół wieku. A tym powodem jest Anna. Anna Karlov. Anna we Krwi.
Być może z powodu tego, że zawsze trafiałam na potworny chłam i nigdy nie dane mi było sięgnąć po mistrzów gatunku, zawsze uważałam, że z czytaniem horrorów jest jak z oglądaniem filmu 3D w kinie przez człowieka bez jednego oka – tak się po prostu nie da. Za nastrój i suspens w filmowym horrorze odpowiada nie tylko historia sama w sobie, ale i muzyka, światło, efekty specjalne czy nawet sam sposób ujęcia różnych sytuacji. Nie da się – no po prostu się nie da się tego przełożyć na słowo pisane. Owszem – autor może grać na emocjach czytelników, jednak nie wyobrażam sobie, by człowiek krzyknął z przerażenia czytając książkę, co nieraz zdarza się poniektórym podczas oglądania filmów grozy. Gdybym jednak miała zacząć wierzyć w to, że i przy książkach można się nieźle wystraszyć, wiarę tę zapoczątkowałaby „Anna we krwi”.
Ciężko mi konkretnie sprecyzować, co sprawiło, że czytając wszystkie opisy walk z istotami nadnaturalnymi, jakie pojawiły się w książce, ciarki przechodziły mi po plecach, a czasem nawet z pewnym lękiem gasiłam główne źródło światła w pokoju przed pójściem spać po skończonej lekturze. Cokolwiek by to jednak nie było, liczę, że w „Girl of Nighmares” pojawi się nie raz.
Cała recenzja na...