RSS
Facebook
Twitter

piątek, 6 stycznia 2012

Nawet chaos jest skory do miłości...

"Westchnęliśmy na widok przebytego z takim trudem jeziora. Było rozświetlone setkami małych płomyków w miejscach, gdzie nasze stopy dotknęły powierzchni lodu. Ponieważ wszystko wokół spowijały ciemności, widok był naprawdę niezwykły.
- Gdybym była malarką, tak namalowałabym piekło."
~Isabel

Isabel, Ethan i Matt to dla wielu mieszkańców Angel Falls kolejna grupka przyjaciół spędzająca ze sobą wiele czasu dzięki wspólnym zainteresowaniom. Dla wielu mogą być sprzymierzeńcami. Dla wielu - największymi wrogami. A najgorsze jest to, że nic nie jest nigdy pewne i że nikomu nie można ufać. A to wszystko dlatego, że ta trójka należy do Straży, która walczy z Chaosem, by teraźniejszość była taka, jaka powinna być. Muszą walczyć w Czasie o Czas. To od nich zależą dalsze losy Ziemi. Trójka przyjaciół jest jednak jedynie dopiero co dorastającymi ludźmi, którzy mają swoje wzloty i upadki, kochające rodziny i własne potrzeby. Nic więc dziwnego, że zniknięcie Arkariana było dla nich  prawdziwym ciosem w serce. Długowieczny został porwany przez bogini Chaosu - Lethanię - a Lorian za wszelką cenę nie pozwala przyjaciołom wyruszyć mu na odsiecz. Co wcale nie oznacza, że trójka przyjaciół pokornie będzie siedziała w pokojach, mając nadzieję, że Arkarian sam sobie poradzi. W imię miłości i przyjaźni można zrobić wszystko - nawet złamać zakaz Nieśmiertelnego.

Kiedy w maju 2011r. "Straż" ujrzała światło dzienne, jej kontynuacja była jedną z najbardziej pożądanych książek tamtego roku. Nic w tym dziwnego - w końcu pierwsza część "Strażników Veridianu" okazała się być fenomenem, w którego promocję włączyło się wyjątkowo wielu ludzi. Niestety - nasza cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę. Premiera "Mroku" została najpierw przeniesiona z czerwca na wrzesień, a następnie na październik. Fanom nie było też łatwo, kiedy w internecie pojawiła się okładka drugiej części "Strażników". Tajemniczy Arkarian aż krzyczy, by zrobić wszystko, byle przeczytać wolumin, nad którym sprawuje pieczę. Kiedy jednak w końcu udało się nam dorwać do książki, niektórzy, niczym Zgredek, zaczęli robić sobie krzywdę, że zapomnieli o starym przysłowiu - "Nie oceniaj książki po okładce!"

Mieliście kiedyś tak, że nie dostrzegaliście czyichś wad, dopóki inni wam ich nie pokazali? No cóż - ja miałam niestety tak z tą książką. "Mrok" podobał mi się strasznie strasznie strasznie, póki nie zaczęłam "coksiążkowej" rozmowy z Mattem i Adwokat, które zawsze tak bardzo kochałam. Teraz mam ochotę udusić - nie wiem tylko czy siebie, Matta z Adwokat czy może Marianne Curley.

Kiedy tylko dostałam "Mrok" w swoje łapy, od razu wlazłam na Lubimy Czytać i zaznaczyłam przy drugiej części Strażników Veridianu półeczki "Chcę przeczytać" ,"Posiadam", "Egzemplarze recenzyjne" i "Ulubione". Jak to się mówi: "Nie chwal dnia przed zachodem słońca, a kobiety za życia".
Tłumaczenie było oczywiście świetne - podobnie jak w pierwszej części. Język miły, prosty, łatwy w odbiorze. Opowieść po raz kolejny pochłonęłam w zastraszającym tempie. Byłam także "świadkiem" zmagań Małgorzaty Kaczarowskiej, kiedy musiała sobie poradzić z tłumaczeniem wrena, co nie było wcale takie łatwe. Chylę czoła - po raz kolejny.

Kolejnym ważnym plusem dla tej książki są podróże w czasie - uraczyła mnie historia o Charlotte, Oktawianie i narodzinach Arkariana. Już ostatnio mówiłam o tym, że autorka bardzo zgrabnie wybrnęła z problemami technicznymi. Niezwykłe stroje były, magiczny proszek był, tajemnicza Cytadela także. Nie mówiąc już o tym, że Efekt Motyla był jeszcze bardziej widoczny niż w poprzedniej części. A i same przygody jakie spotkały bohaterów były ciekawsze niż te "Straży" (co oczywiście nie oznacza, że w pierwszym tomie nie były ciekawe ;]).

O ile jednak podróże w czasie były doskonale dopracowane, o tyle cała reszta "trochę" straciła poziom. Do tej pory "Straż" wydaje mi się pełna wydarzeń, których nie sposób zliczyć i zmieścić w tych przeklętych 430 stronach. Z kolei kiedy przypominam sobie "Mrok", mam wrażenie, że połowa tej książki była pusta. Na dobrą sprawę ciekawiej robi się od momentu, kiedy Ethan z Isabel wybierają się na misję ratunkową (co też wydarzyło się niemiłosiernie późno!). Dopiero w tamtym momencie poczułam ten znajomy zapach przygody, choć i w tym przypadku mam wrażenie białych plam w pamięci.

A skoro już mowa o Międzyświecie... Do tego przerażającego i mrocznego miejsca wybraliśmy się już trzy razy - by ratować Isabel, Marduka i Arkariana. I choć jest to oczywiście inny świat rządzący się własnymi zasadami, mam wrażenie, że za każdym razem wyglądał on inaczej. O ile jednak przy podróży po Marduka mieliśmy mały kontakt z "naturą" Międzyświata, tak przy podróżach po Isabel i Arkariana mieliśmy go wystarczająco dużo. Pamiętamy jak fiołkowooki ostrzegał Ethana, że w tym mrocznym świecie "Twoje lęki będą zwielokrotnione. Jeśli im się poddasz, istoty z twoich koszmarów staną się rzeczywistością. Jeśli zachowasz jasność myśli, nic ci nie grozi.". Tymczasem przy ostatnich odwiedzinach Świata Martwych Isabel z przyjaciółmi  przemierzają go jak gdyby nigdy nic (nie licząc przeciwności losu od czasu do czasu).

Szczerzę mówiąc mogłabym tak pisać jeszcze długo (z moich notatek wynika, że to wszystko to ledwie 1/5 tego, o czym chciałam wspomnieć). Nie chcę jednak tego robić z dwóch przyczyn - ponieważ całkowicie bym was zniechęciła do tej pozycji (a tego, broń Boże, nie chcę), a druga, że nie chcielibyście przeczytać całej recenzji, nad którą tak bym się napracowała. Dlatego chcę w paru zdania wspomnieć jeszcze o bohaterach i przechodzimy do zakończenia.

W poprzedniej recenzji pisałam, że bohaterowie są wyraziści, z dobrze zarysowanym charakterem, ideami, sposobem bycia i wyrażania się. No cóż - nie mogę powiedzieć, że sylwetki postaci stały się zamazane. Co to to nie. Mam jednak wrażenie, że bohaterowie stali się jacyś dziwni... Wątek Ethana z Rochelle był niezwykle irytujący. W końcu w pierwszej części wyraźnie widać, że tych dwoje coś ze sobą łączy, natomiast w "Mroku" pałają do siebie przepastną nienawiścią. Oprócz tego szalenie żałuję, że w tej części "Strażników Veridianu" było bardzo mało Cartera i Jimmy'ego. Nie, że darzę Cartera miłością, ale tego drugiego bardzo lubię i przykro mi, że tak mało miałam z nim kontaktu. Czas na tę dwójkę bohaterów, aktorka poświęciła na zmarłą siostę Ethana - Serę. Cieszę się, że mogłam ją w końcu poznać, chociaż całkiem nie rozumiem, po co została wprowadzona do akcji książki. Podobnie jak wren John. Najbardziej ubolewam jednak nad Długowiecznym. Dzięki temu, że Arkarian był jednym z narratorów książki, mieliśmy okazję wejść wgłąb jego umysłu. I szczerze tego żałuję. Kiedy poznałam fiołkookiego w "Straży" był postacią skrytą, posiadającą ogromną wiedzę i inteligencję. Nie twierdzę, że jej nie miał, bynajmniej. Jednak jak na osobę żyjącą 600 lat zachowuje się nad wyraz niedojrzale - jak gdyby wraz z ciałem przestał się kształtować umysł.

Mimo wszystko - książkę warto przeczytać.Chociaż by dla samego zakończenia, które jest cudowne (choć i tak bym wolała to w wersji Arkariana) czy po to, by móc później sięgnąć po ostatnią część trylogii - "Klucz". A wierzcie mi - "Klucz" przeczytać trzeba (ach, ta anglojęzyczna Wikipedia...). Pomimo wszystkich swoich wad, których i tak się nie zauważa (Jenny jest czepialska), "Mrok" jest pozycją obowiązkową dla wszystkich miłośników podróży w czasie, fanów nietuzinkowych historii i dla tych, którzy cenią sobie w książkach "to coś".


" -Skąd wiesz, że jest w nim zakochana?
-Wyczuwam to bardzo wyraźnie, kiedy kontaktuję się z tą dziewczyną. Łączy ich szczególna więź.
- Przyjaźń może być szczególną więzią.
- To coś więcej.
- Przywiązanie może być podobne do miłości, choć w rzeczywistości jest tylko bliską przyjaźnią.
- Jestem pewna, że wyczuwam między nimi miłość.
- Mylisz tę miłość, którą wyczuwasz, z miłością, jaką darzy się rodzeństwo.
- Może nie wiem zbyt wiele o miłości, ale pamiętam, jak mój ojciec kochał moją mamę i jak ona kochała jego. Pamiętam też, jak mój brat nie odstępował mnie na krok, nawet jeśli się cały czas kłóciliśmy. To także była miłość, ale inna."


Autor: Marianne Curley
Tytuł: Mrok
Seria: Strażnicy Veridianu
Tłumacz: Małgorzata Kaczarowska
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 5 października 2011

Polecam:
Wydawnictwo Jaguar
Forum Strażników Veridianu
"Strażnicy Veridianu" na facebook'u

"Mrok" autorstwa Marianne Curley dostałam od wydawnictwa Jaguar. Ślicznie dziękuję ;).

15 komentarzy:

  1. I masz mnie:) Muszę poszukać w księgarni;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aktualnie czytam. Mi bardziej brakuje Cartera i jego kłótni z Ethanem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Za długa! I jeszcze to tło... razem jest bardzo męczące - może i się czepiam, ale ja nie dobrnąłem do końca tej recenzji ;/
    Ale ogólnie się z tobą zgadzam i cieszę się, że nasze "poksiążkowe" rozmowy są fajne. Też je lubię ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. AnnieK.: Ja akurat za tymi kłótniami nie przepadałam, więc jakoś szczególnie za tym nie tęsknię.

    Matt: No masz ci los! A pod koniec recenzji pisałam: "Szczerzę mówiąc mogłabym tak pisać jeszcze długo (z moich notatek wynika, że to wszystko to ledwie 1/5 tego, o czym chciałam wspomnieć). Nie chcę jednak tego robić z dwóch przyczyn - ponieważ całkowicie bym was zniechęciła do tej pozycji (a tego, broń Boże, nie chcę), a druga, że nie chcielibyście przeczytać całej recenzji, nad którą tak bym się napracowała." Za mało książek czytałeś nocą, skoro ci się tak wzrok męczy :D. Ale nie przejmuj się - myślę o nowej szacie, więc wkrótce twoje męki się skończą ;].

    OdpowiedzUsuń
  5. Recenzja mega długa ale przyjemna, może wartpo by było tekst dzielić spacjami na mniejsze "wysepki" - wtedy będzie się wygodniej czytało? Ogólnie nie zamierzałam sięgać po książki pani Curley, ale dużo ludzi wychwala, zatem może kiedyś... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm... I chyba tak zrobię.
    A po "Strażników" warto sięgnąć chociaż by po to, by odpocząć od całej reszty. Tym bardziej, że książki Curley czyta się błyskawicznie - kilka godzin czytania w tę czy we w tę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak dodam trochę czepialsko (oczywiście bez obrazy) - trochę dziwnie prezentuje się ciemny szablon z jasnym nagłówkiem i jak Matt wspomniał - trochę ciężko się recenzję czyta, chociaż z mojej strony to pewnie przez małą czcionkę - wolę większe.
    A co do książki, to mi się tam Mrok bardzo podobał, i tak jak Ciebie, w pierwszej części zaintrygował mnie wątek z Ethanem i Rochelle. Teraz wszystko każe mi twierdzić, ze tylko Ethan na końcu będzie sam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie obrażam się :). I jak pisałam wcześniej - myślę nad zmianą szaty graficznej, więc przy okazji pomyślę też o większej czcionce (chociaż ja z kolei jestem wielbicielką tych mniejszych ;])
    Tylko Ethan? A co z Rochelle? :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo się cieszę z nowego szablonu i już nie mogę się go doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. na serio, też się zgadzam, że ciężko sie czyta... teraz mi coś miga przed oczami, Jenn, to Twoja wina ! XD No i trochę długawa ta rec :D

    Co do tego, że niby się czepiasz, bo tego sie nie zauważa, to to nie prawda, gdyż te wszystkie wady i wiele wiele innych, których nie wymieniłaś przeszkadzały mi w czytaniu XD Jak dla mnie Mrok jest przeciętny, ale po Klucz sięgnę... z czystej ciekawości i nadziei, że autorka się poprawi :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Z Twoim opisem Arkariana zgadzam się w 100%. Ciekawe, jak będzie w "Kluczu". Mam nadzieję, ze treść będzie równie świetna jak okładka- dzieło sztuki. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie no - serio? Teraz zauważyliście, że się źle czyta? :D
    Zmieniłam czcionkę na większą (specjalnie dla was!), chociaż jak dla mnie jest straszna.

    Tristezza: Sądziłam, że doszłyśmy już do konsensusu, że mamy całkiem różny gust, więc weź xD.

    Jane: Zgadzam się - okładka dzieło sztuki *_*

    OdpowiedzUsuń
  13. ALe super ^^ O wiele przyjemniej tak u ciebie posiedzieć xD I WSZYSTKO WIDAĆ! ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Na widok plakietki "młodzieżowe" dostaję dość intensywnych objawów awersji, to już taka cecha wrodzona. Natomiast z tego co się orientuję, trylogia Curley oceniana jest wyjątkowo pozytywnie. Całkiem prawdopodobne, że przełamię kolejny nawyk - zaraz po słomianym zapale - i jednak po nią sięgnę. :)

    A za kciuki dziękuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm... "Strażnicy Veridianu" akurat nie są najlepsi na przełamywanie nawyków i odruchów związanych z literaturą młodzieżową. Polecam na początek "Jutro" Johna Marsdena albo "Trylogię czasu" Kerstin Gier, a dopiero później "Strażników". ;)

    OdpowiedzUsuń