RSS
Facebook
Twitter

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okres wiktoriański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okres wiktoriański. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 maja 2012

 Bezdusznie tajemnicza, bezzmiennie zabawna, bezgrzesznie ciekawa i bezwzględnie wciągająca!

W słowniku lady Maccon nie ma takiego słowa jest „nuda” czy „lenistwo”. Nawet będąc w ósmym miesiącu ciąży, Alexia ma pełne ręce roboty. Zbliża się pełnia. Wampiry z ula westminsterskiego czyhają na życie bezdusznej i jej nienarodzonego dziecka. Lord Akeldama pragnie adoptować małego duszokrada, co sprawia, że  wataha Woolsey musi przenieść się ze spokojnych zielonych terenów do zatłoczonego Londynu. Biffy nie potrafi pogodzić się z myślą, że został wilkołakiem, madame Levoux wygląda coraz mizerniej, a Felicity postanawia zostać sufrażystką.  Na domiar złego w domu przyjaciela-wampira pojawia się duch informujący o zamachu na królową. Po drodze Alexia dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy, jak np. kim była wielka miłość profesora Lyalla, kto był odpowiedzialny za zdradę stanu w watasze Kingair, gdzie można trzymać kilkukondygnacyjne oktomatony i co podają na podwieczorek w wampirzym ulu.


Gdy tylko skończyłam ostatnią stronę „Bezgrzesznej”, nie mogłam się doczekać kolejnej przygody Alexii i londyńskiej watahy, zawartej w „Bezwzględnej”. Tym większa była moja radość, gdy dowiedziałam się, że mogę ją zrecenzować dla portalu. Kiedy więc nowa powieść Gail Carriger trafiła w moje ręce, nie mogłam się oprzeć i, nie zważając na okoliczności, rzuciłam się na książkę, ciekawa, co tym razem zaserwuje nam autorka.


Cała recenzja na


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

PRZYPOMINAM O URODZINOWYM KONKURSIE.
Do wygrania Ruiny Gorlanu, Żelazny Cierń, Piosenki dla Pauli oraz Z ciemnością jej do twarzy ;)
Szczegóły po kliknięciu na obrazek.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

 Szykują się międzygatunkowe i... międzynarodowe kłopoty!
Alexia jest w ciąży. Tak, tak. Ta sama Alexia jaką znaliśmy: żona Conalla Maccona, córka Alessandra Tarabottiego, przyjaciółka lorda Akeldamy, madame Levoux i państwa Tunstell, bezduszna, muhjah królowej Wiktorii, wielbicielka parasoli i miłośniczka herbaty – nie koniecznie w tej kolejności. I byłoby cudownie, radośnie i wspaniale, gdyby nie fakt, że… Wilkołaki nie mogą mieć dzieci. Bezduszni bezdusznymi, ale lord Maccon po kontakcie z żoną jest po prostu martwy, nie może więc posiadać potomstwa. Posądziwszy Alexię o zdradę, wyrzuca ją z domu, a sam z rozpaczy upija się… formaliną. Tymczasem załamana bezduszna szuka schronienia u rodzinki, która bezczelnie wyrzuca ją za próg, a następnie u lorda Akeldamy, który przy okazji, rozwiązałby problem z dzieckiem, które nie ma prawa istnieć. Niestety wywiało go z miasta – nikt nie wie gdzie jest i dlaczego uciekł. Jedyne co pozostało Alexii, to prosić profesora Lyalla o opiekę nad Woolsey i Conallem, by samej z madame Levoux i Floote’em wyruszyć we wspólną podróż do Włoch, a tam spotkać się z Templariuszami, którzy jako jedyni potrafią wyjaśnić istnienie dziecka bezdusznej i wilkołaka.

Od początku wiedziałam, że książki Gail Carriger są szalone – to właśnie z tego powodu postanowiłam je przeczytać. Pełne niespodzianek, zabójczego humoru i skomplikowanych zagadek opowieści o Alexii Tarabotti były lekiem na śmiertelną powagę tego świata. Kiedy zaczynałam trzecią część Protektoratu Parasola pomyślałam: „OK. „Bezzmienna” mnie totalnie zaskoczyła, ale „Bezgrzesznej” się nie dam. Wiem, czego mam się spodziewać, więc mogę powrócić do myśli, że będę krok przed Alexią.” Niestety – nie dość, że lady Maccon wyprzedziła mnie o dobre 100 metrów, to jeszcze całkowicie ogłuszyła niespodziewanymi i absurdalnymi wydarzeniami z życia jej męża.

Cała recenzja na

poniedziałek, 5 grudnia 2011

 O podróży sterowcem w odmętach eteru...
Sięgając po raz pierwszy po Protektorat Parasola, miałam najróżniejsze wyobrażenia „Bezzmiennej”. Spodziewałam się wszystkiego: od ckliwego romansu, przez dramat psychologiczny, do arcyskomplikowanego kryminału. A jednak mimo wszystko książka mnie zaskoczyła.
Lorda Conalla Maccona nie trzeba nikomu przedstawić. Ten gwałtowny, porywczy i dość głośny Szkot jest jednym z najsłynniejszych dżentelmenów wiktoriańskiego Londynu. Dżentelmenem, który przez niemal dwieście lat był kawalerem! Na szczęście, nie długo po poznaniu panny Alexii Tarabotti, londyńskie gazety mogły oświadczyć, że alfa watahy Woolsey znalazł sobie małżonkę. Szczęście młodej pary (a właściwie Alexii) nie trwa jednak długo: małżonek nagle znika, zostawiając na jej głowie pułk nadprzyrodzonych żołnierzy i tabun zaklętych duchów na trawniku, przyjaciółka wychodzi za mąż, matka przywozi irytującą siostrę, nie mówiąc już o tym, że w Londynie panuje dziwny wirus śmiertelności.  O nie! – lady Maccon nie pozwoli na to, by wszystko to spoczywało na jej barkach!  Wyrusza z garstką przyjaciół, służby i szpiegów do Szkocji śladami męża, by znaleźć powód jego nieoczekiwanego wyjazdu. Nikt się jednak nie spodziewa takiego obrotu sprawy…

Gdy tylko skończyłam ostatnią stronę drugiego tomu serii Gail Carriger zaczęłam się zastanawiać jak krótko, acz precyzyjne opisać tę książkę, tak by spodobało się to moim znajomym. Uznałam, że „paranormalna powieść detektywistyczna z wątkiem miłosnym w tle” doskonale odzwierciedli charakter książki.  I choć wątkowi detektywistycznemu jest bliżej do Byka Kreteńskiego z Herkulesem Poirot niż do Psa Baskerville’ów z Sherlockiem Holmes’em, nadal mamy do czynienia z intrygującą zagadką. Wątki miłosne dodają historii smaczku (zamiary Felicity względem Tunstella były całkowicie nieodpowiednie – podobnie zresztą jak zamiary panny Ivy – a zachowanie madame Lefoux było co najmniej niepoprawne i niezwykle kontrowersyjne!), a obecność wampirów, wilkołaków, bezdusznych i duchów było wisienką na szczycie tortu (choć dla mnie bardziej odpowiednie byłoby porównanie do warstwy cukru-pudru na napoleonce).

Cała recenzja na