RSS
Facebook
Twitter

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka słów. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 czerwca 2013

Stosik - odsłona 13. (3/2013)

Pamiętam mój pierwszy stosik - był troszkę skromny ilościowo, ale każda z tych książek była dla mnie baaardzo baaardzo ważna. Pamiętam jak galowym stroju leciałam do Empiku (jeszcze do starego, bo galeria handlowa nie była jeszcze otworzona), by odebrać ukochanych "Zwiadowców", wróciłam do domu, złapałam aparat i zaczęłam pstrykać zdjęcia. Nie zważając na krzyki rodzinki ("ZDEJMIJ JUŻ TĘ KOSZULĘ! POGNIECIESZ JĄ!"), zasiadłam przed komputerem i zaczęłam opisywać najlepsze zdjęcie, jakie udało mi się zrobić. Dopiero gdy zaczęłam kończyć wpis dotarło do mnie, że TO JUŻ KONIEC! WAKACJE! HOLIDAYS! VAKANTIE! KANIKUŁY! Bo 22 czerwca 2011 był bardzo ważnym dniem - dniem zakończenia roku szkolnego.
Rok później wyglądała trochę inaczej - stosik planowałam na sobotę, bo w piątek niemal zaraz po szkole mieliśmy iść do kolegi na pożegnalnego grilla. Kiedy wpadłam do domu, zauważyłam na swojej ławie paczuszkę od Fabryki Słów i uznałam, że muszę, NO MUSZĘ PO PROSTU, wam się książkami pochwalić, więc nie zważając na ból nóg, rąk i innych części ciała, chwyciłam telefon, pstryk!, pstryk!, i logujemy się na bloggera.
W tym roku sytuacja przedstawia się z lekka inaczej - rok: 2013; miesiąc: czerwiec; dzień: 27 (czwartek). Nerwowo spoglądam na zegarek, by zdążyć przed powrotem rodziców z pracy. Trzeba posprzątać w pokoju, nim udam się na chóralne ognisko. Nauczyciele nieco wcześniej wypuścili nas ze szkoły, więc warto wykorzystać trochę czasu. Na stosik - bo na co innego? Jeśli nie dziś, to jutro już na pewno nie - grill u kolegi z klasy czeka :). Jenny genius jednak, więc zamiast napisać szybko i krótko słów na wstępie, rozpisuje się nad historią jennowskich stosików, która nikogo nie obchodzi ;).

Jednakże tradycja rzecz święta - choć post napisany w czwartek, opublikowany jest dziś. Tak na dobre rozpoczęcie wakacji!

Stosik dedykowany Sihh - najcudowniejszej siostrzyczce na świecie :). Bo poprosiła :).

 Na pierwszym zdjęciu literatura troszkę bardziej poważna. "Nowy wspaniały świat" Huxley'a i "Rok 1984" Orwella (wyd. Muza) zakupione w promocji z ramach naszego małego prywatnego wyzwania z Sihh :). Oba Lemy - "Solaris" oraz "Cyberiada" to prezent od najwspanialszej siostrzyczki :). "Samotny dom" Agathy Christie (wyd. Prószyński i S-ka) z pierwszej kaliskiej Wielkiej Wymiany Książek w Cafe Calisia. "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa i "Czas poza czasem" Dicka (wyd. Rebis) zakup własny w sępikowskiej promocji. "Atlas chmur" Mitchella (wyd. MAG) mam już ponad pół roku, ale dopiero teraz go odzyskałam po tym, jak pożyczałam ją wszystkim dookoła :D.


Na tym zdjęciu już lektura lżejsza i bardziej młodzieżowa. "Częściowcy" Wellsa i "Klątwa opali" Pierce (wyd. Jaguar) dostałam do recenzji. "Tak blisko..." Webber (również wyd. Jaguar) to wygrana w konkursie na "firmowym" blogu :). "Nie jestem seryjnym mordercą" i "Pan potwór" Wellsa (wyd. Znak emotikon) w ramach przygotowań do Partialsów. "Szamanka od umarlaków" Raduchowskiej (wyd. Fabryka Słów) - kolejny zakup w sępiku. Powinnam chyba pójść na jakąś terapię.




W tym roku mam ambitny plan przeczytać wszystkie szkolne lektury, przy czym większość w wakacje (wszyscy wiemy, że w roku szkolnym nie będzie chciało mi się ich czytać, a muszę je znać. Po prostu muszę). Tytuły, które już mi się udało znaleźć w domu, na zdjęciu :).

A obok troszkę mniej książkowo, a bardziej sentymentalnie. Assasin's Creed: Revelation i "Night vision" Imagine Dragons to prezent urodzinowy od moich najukochańszych przyjaciółek (kocham was, dziewczynki :**). Pocztówka z Marmaris (Turcja) oczywiście od najcudowniejszej siostrzyczki :). Holandia wraz z Amsterdamem to moje pamiątki po czerwcowej wizycie w tamtym rejonie.


A tu wszystkie zdobycze książkowe na jedynym zdjęciu. Cudo :3

Jak co roku nie pozostaje mi już nic innego, jak życzyć wam wszystkim gorących (czy tam chłodnych) wakacji, udanego wypoczynku, wielu przeczytanych książek, mnóstwa obejrzanych filmów i seriali oraz najwspanialszych chwil spędzonych z bliskimi. Ja tymczasem zmykam na wakacyjnego klasowego grilla :D.

FREEDOM!

poniedziałek, 20 maja 2013



Witam wszystkich serdecznie :)

Mam dla was, moi drodzy czytelnicy, propozycję, myślę, że nie do odrzucenia.
Z związku z wyjątkową wakacyjną premierą, Fabryka Słów organizuje konkurs dla współpracujących blogerów i ich czytelników. Do wygrania pakiet książek, którego część, w wypadku wygranej, obiecuję przeznaczyć na pulę nagród mojego własnego, nieco spóźnionego urodzinowego konkursu.

Zasady są proste:

Przez 5 kolejnych dni, będę otrzymywać od wydawnictwa kolejne odsłony okładki książki, której dotyczy konkurs.

Codziennie na swoim blogu będę publikować jedną kolejną odsłonę okładki z pytaniem „JAKI TYTUŁ NOSI KSIĄŻKA, KTÓREJ NIEDOKOŃCZONĄ OKŁADKĘ PRZEDSTAWIAMY?”

Blogi, które w tym czasie (4 DNI) zbiorą pod okładkami najwięcej komentarzy zawierających poprawną odpowiedź otrzymają od Fabryki Słów pakiety książek!!!

START KONKURSU – ŚRODA 22 maja,
ZAKOŃCZENIE KONKURSU – PONIEDZIAŁEK 27 maja.
OSTATNIA ODSŁONA (wtorek 28 maja) zawierać będzie gotowy projekt okładki – z tej racji nie bierze udziału w konkursie ;)

Do konkursu z chęcią bym dołączyła, ale że to praca zespołowa, wypada się zapytać czy WY!, moi wspaniali czytelnicy, macie w ogóle ochotę brać w czymś takim udział.
Więc jak? Macie ochotę? :)



Przy okazji - im więcej osób będzie wiedziało o możliwości wzięcia udziału w konkursie na tym(!) blogu, tj. Oczami Jenny, tym lepiej! Byłabym więc wdzięczna, gdybyście gdzie nie gdzie o nim wspomnieli :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

Stosik - odsłona 12. (2/2013)

Ostatni tydzień był męczący.
Super miły i sympatyczny, ale jednak męczący.
Zbyt męczący.
A to wszystko za sprawą najazdu Holendrów na moje rodzinne miasto.
Jakiś czas temu postanowiłam sprawdzić swoją znajomość języka angielskiego i podszlifować mówienie w ów języku, więc zapisałam się na wymianę uczniowską. Było naprawdę fajnie, ludzie byli fenomenalni, ale... NIGDY WIĘCEJ. To nie na moje nerwy :D. Mogę sobie jeździć po całym świecie i zwiedzać każdy zakątek, nawet ten najciemniejszy, ale NIGDY nie przyjmę już cudzoziemca pod swój dach. Nie na tydzień i nie, jeśli nie potrafi mówić w ludzkim języku, tj. polskim :D. Względnie rosyjskim lub słowackim.
Również z powodu ów wymiany, nie miałam okazji kiedy poczytać, a już tym bardziej napisać żadnego porządnego posta na bloga. Dlatego dzisiaj - trochę ponad 24h po wyjedzie Holendrów, ukazuję wam trochę mniej porządny post, bo stosik, ale lepsze to, niż świecenie pustkami na blogu.
Indżoj :3



Od góry:
  1. Z deszczu pod rynnę - Kerstin Gier (Wyd. Sonia Draga) - zakup własny. Nie mogłam się powstrzymać przed kupnem twórczości pani Gier :3.
  2. Tron Półksiężyca - Saladin Ahmed (Wyd. Prószyński i S-ka) - egzemplarz od PB.
  3. Skrzydła gniewu - C.S. Friedman (Wyd. Prószyński i S-ka) - również od PB :). (Recenzja)
  4. Dary anioła: Miasto szkła - Cassandra Clare (Wyd. MAG) - pożyczone od K. Dziękuję :*
  5. Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie - Federico Moccia (Wyd. Muza) - zakup własny z empikowskiej promocji! W końcu! Moccia mój! Nie mogę się doczekać, aż wezmę się za lekturę.
  6. Hyperversum - Cecilia Randall (Wyd. Esprit) - również z empikowskiej promocji. Zapragnęłam przeczytać po jednej z rozmów z Jane :).
Po prawo:
  1. Lawenda w chodakach - Ewa Nowak (Wyd. Egmont) - pożyczone dawno temu od P. Dziękuję ślicznie :*.
  2. Mag niezleżny Flossia Narren cz.2 - Kira Izmajłowa (Wyd. Fabryka Słów) - pożyczone od Adwokat. Bardzo, bardzo dziękuję :3
No! Skoro pokazałam wszystko, co miałam do pokazania, zabieram się za naukę na wtorkową analizę z renesansu :).
Do napisania!




PS
Właśnie zamówiłam nowe książki w Empiku. Jestę złym człowiekiem.

sobota, 17 listopada 2012

Stosik - odsłona 10. (5/2012)

Wooo! Witam wszystkich i już na wstępie chciałabym przeprosić za to, że od dawna nie pojawiła się żadna recenzja, jednak czasu mam naprawdę przerażająco mało, a w dodatku zbliża się wywiadówka, co oznacza, że przez najbliższe dwa tygodnie muszę poprawić część ocen albo przynajmniej w domu zgrywać pilną uczennicę ;).
Jeśli zaś chodzi o sam stosik, to... jest dość "obszerny". Ostatni stosik robiłam w czerwcu, więc w międzyczasie nazbierało się trochę książek. Część przyszła tylko na chwilę, część została na dłużej. Na szczęście większość udało mi się uwiecznić na zdjęciach, którymi chciałabym się z wami dzisiaj podzielić :)

Lipiec
 Od dołu:

  1. Trylogia czasu: Zieleń Szmaragdu - Kerstin Gier (Wydawnictwo Egmont) - z wymiany z kochaną Adwokat :*. W końcu cała Trylogia Czasu moja *___*.
  2. Burza - Julie Cross (Wydawnictwo Bukowy Las) - od PB. Recenzja TU.
  3. Nadciąga burza - Robin Bridges (Wydawnictwo Fabryka słów) - również od PB. Książka powędrowała do Sheti ;).
  4. BZRK - Michael Grant (Wydawnictwo Amber) - również od PB. Nie chcę zdradzać podsumowania recenzji (która btw powinna pojawić się na dniach, czyli... Może zdążę do końca roku), ale... BZRK podobało mi się znacznie bardziej niż GONE :).
  5. Opowieści o pilocie Prixie - Stanisław Lem (Wydawnictwo Siedmiogród) - To się nazywa przeznaczenie! Książka od dziesięciu lat (!) kulturalnie leżała sobie bez mojej wiedzy w szafce biurka i tylko czekała, żebym zainteresowała się twórczością Lema :).
  6. Strażnicy Veridianu: Klucz - Marianne Curley (Wydawnictwo Jaguar) - po raz kolejny od PB. Recenzja TU
  7. Wiedźmin: Czas pogardy - Andrzej Sapkowski (Wydawnictwo SuperNowa) - pożyczone od Adwokat. Ślicznie dziękuję :*
  8. Anna we krwi - Kendare Blake (Wydawnictwo Prószyński i S-ka) - także od PB. Recenzja TU

Wrzesień
 Od dołu:

  1. Wiedźma naczelna - Olga Gromyko (Wydawnictwo Fabryka Słów) - cierpliwie czeka, aż skończę czytać wcześniejsze części jeszcze raz :).
  2. Trylogia zdrajcy: Misja Ambasadora - Trudi Canavan (Wydawnictwo Galeria Książki) - cierpliwie czeka, aż skończę W.Redną, całą resztę książek i... szkołę -.-'.
  3. Mag niezależny Flossia Naren - Kira Izmajłowa (Wydawnictwo Fabryka Słów) - Po przeczytaniu (niemożliwe!), powędrowała do Adwokat ;).

Listopad
Od dołu:

  1. Bestiariusz słowiański - Paweł Zych, Witold Vargas (Wydawnictwo Bosz) - marzenie spełnione dzięki "spóźnionemu" prezentowi urodzinowemu od przyjaciółek. Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję!
  2. Wiedźmin:  Chrzest ognia - Andrzej Sapkowski (Wydawnictwo SuperNowa) - pożyczone od Adwokat. Dziękuję :*
  3. Pies Baskerville'ów - Artur Conan Doyle (Wydawnictwo Algo) - z wymiany z Adwokat <3.
  4. Magiczna gondola - Eva Völler (Wydawnictwo Egmont) - polecone przez Jane. Książka jakoś niedługo w  Pw3m!
  5. Nevermore: Kruk - Kelly Creagh (Wydawnictwo Jaguar) - z wymiany z Isz :*. Dziękuję! ;)
  6. Ślimacze opowieści - Ilona Myszkowska, Marcin Krzysiak - zakup własny. Kobieta-Ślimak z okazji wydania Miłości i Patologii, postanowiła wpuścić na rynek również dodruk pierwszej części Ślimaczych. Nie mogłam odpuścić takiej okazji :3
Między czasie przez moją półkę przeleciał Bohatyr Červenáka i Zagadka Croggon, ale obecnie obie książki znajdują się u Adwokat.

I to by było wszystko :). Do napisania! :)

niedziela, 23 września 2012

Dwa posty temu mówiłam o zmianach, prawda? Że chciałabym częściej pisać... No i znalazłam sposób!

"Pisane w 3 minuty!" to cykl krótkich opinii na temat książek, które pełnowartościowej recenzji autorstwa Jen się nie doczekają (względnie będą czekać na nią dość długo...). Nie oszukujmy się - pisanie normalnych recenzji zajmuje mi masę czasu (3-4h jedna recenzja koniecznie pod wpływem weny - bo bez weny to nawet nie warto się męczyć - , która godziny szczytu osiąga mniej więcej 16-19), więc często nie mam na to sił, a jednak strasznie chcę się w wami podzielić opinią o jakiejś książce (ewent. przelać na ekran komputera wszystko, co mi leży na sercu). Z tego też względu postanowiłam utworzyć "dział" na blogu, w którym będę krótko, szybko(!) i na temat oceniać daną pozycję książkową (najczęściej). Mam nadzieję, że w ten sposób będę mogła być bardziej aktywna na blogu.



Jakże trudne, a jednocześnie zabawne może być życie studenta – szczególnie tego ze słowiańskim temperamentem! Nie ważne jednak co by zrobiła polsko-rosyjska grupa pijanych studentów i tak nie byliby w stanie dorównać W.Rednej adeptce VIII roku Magii Praktycznej w Starmińskiej Wyższej Szkole Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Wolha nie raz zaraziła się na gniew profesorów, stawiając na drzwiach wiadro lodowatej wody czy sprzedając się nędznemu na bandycie z zardzewiałym nożem. Dziewczyna posiada jednak nadzwyczajne umiejętności (bynajmniej nie chodzi o umiejętność przenoszenia alkoholu na teren szkoły). W końcu na super niebezpieczną misję w państwie wampirów - Dogewie - która pochłonęła już 13 magów z doświadczeniem nie wysyła pierwszej z brzegu adeptki - a już na pewno nie takiej, która co chwila wpada w poważne tarapaty (nawet jeśli jej na tym specjalnie nie zależy - co zdarza się dość rzadko).
Tak czy inaczej - Wolha wpakowała się w niezłe bagno: czas spędzany w Dogewie musi rozdzielić między zabijającego wampiry potwora, pisanie pracy semestralnej, obalanie wampirzych mitów (lustra, czosnek, światło słoneczne...) i spotkanie się z niewymownie przystojnym wampirem. Niekoniecznie w tej kolejności.


tak!, Tak!, TAK! Tak w skrócie mogę określić, co myślę o książce. Historia jaka towarzyszyła poszukiwaniu pierwszej części przygód Wolhi jest długa i męcząca, jednak w ostatecznym rozrachunku nie żałuję żadnego wysiłku, który włożyłam w polowanie na książę. Czym mnie tak zachwyciła?
"Zawód: Wiedźma" to opowieść o niezwykle ironicznej, cynicznej i młodocianej wiedźmie, której niestraszne jest radzenie sobie w trudnych sytuacjach, zabijanie strzyg i innych potworów, pyskowanie ze złodziejem, czytanie królewskiej korespondencji i podglądanie ich właściciela w czasie kąpieli. Wolha nic sobie nie robi z taktu i dobrego zachowania. Jest szczera do bólu, inteligentna jak diabli i niebezpieczna niczym pijany kierowca. No i jest jeszcze oczywiście Len. A właściwie Wielce Szanowny Władca Dogewy, Szlachetny Arr'akktur tor Ordwist Sz'eonell z klanu... i tak dalej i tak dalej... Równie inteligentny jak zabawny i przystojny. Władca mądry i rozsądny z zapędem do brania wzoru z króla Salomona. W duecie z Wolhą potrafią zmienić cały otaczający (nie tylko) ich świat - na równie pokręcony co oni.
Oboje sobą postaciami niezwykle charakterystycznymi, barwnymi, ciekawymi i urzekającymi, że nawet gdyby przygody, które ich spotkają, nie miałyby w książce miejsca, nie moglibyśmy się od niej oderwać. W trio z otaczającym wszystko niczym pierzynka humorem, bohaterowie i fabuła sprawiają, że do książki chce się powracać często i na długo. I zdecydowanie właśnie to trio (na feacie z fenomenalną okładką) sprawiło, że zakochałam się w cyklu o W.Rednej i polecam każdemu, kto dobrze czuje się w towarzystwie osób niepogardzających ironią i szaleńczą zabawą we wschodnioeuropejskim wymyśle średniowiecznej scenerii.

Autor: Olga Gromyko
Tytuł: Zawód: Wiedźma (cz.1)
Seria: Cykl W.Rednej (nieoficjalnie)
Tłumacz: Marina Makarevskaya
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 19 października 2007

W cyklu:

  1. Zawód: Wiedźma część 1
  2. Zawód: Wiedźma część 2
  3. Wiedźma opiekunka część 1
  4. Wiedźma opiekunka część 2
  5. Wiedźma naczelna

-----------------------------------------------------------------------
OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
Po pierwsze: Od trzech tygodni dzielnie walczę z liceum. Chyba ostatnio nawet trochę wygrywam, bo udaje mi się czytać w ciągu tygodnia, co mi się nie zdarzało od 3 września. Póki co jednak szkoła wysysa ze mnie ostatnie siły, stąd też odpisywanie na co poniektóre komentarze po dwóch tygodniach. Z kolei wszystkie siły, które regeneruję w czasie weekendu, poświęcam na "odbudowanie" flory i fauny mojego laptopa, gdyż ponieważ nie zdążyłam przegrać większości plików przed formatem. No cóż. Życie bywa okrutne.
Wierzcie mi, że staram się jak mogę, by ten blog żył.

Po drugie: liczę, że spodobało wam się "Pisane...", bo obawiam się, że w najbliższym czasie takich postów będzie najwięcej (patrz: po pierwsze). Liczę jednak na konstruktywną krytykę odnośnie tego projektu i może jeszcze na jakieś ciekawe pomysły odnoście blogowej aktywności ;)

niedziela, 9 września 2012




„- A kto pozwoli Riernowi tak samowładczo zarządzać Adejną?
- A czemu by nie? Szerrin jest moją narzeczoną, można powiedzieć, za pięć minut żona. Tak że za Adejnę będę decydować ja!
- A u nas, w Ettarmie, mówią ‘choć przyrzeczona to jeszcze nie żona, a za pięć minut to i świnia u koryta zdechnie, jeżeli jej pora nastała.’ ”




Sojusz ośmiu królestw zapomniał już, czym jest prawdziwa wojna. Czym jest ochrona ziem, podróż na pole bitwy, strach przed śmiercią podczas walki. Ale nie na długo. Zbliża się konflikt kontynentalny. O być albo nie być. I to wcale nie jest takie oczywiste, że państwa Sojuszu Nadrzecznego zwyciężą w tej walce. I nie jest też wcale powiedziane, że nie będzie to wojna międzyrasowa.
Wszystko się zaczyna i wszystko się kończy. Wzrasta i opada. Rodzi się i umiera. Nic nie pozostaje niezmienione. Klimat również. Na zarzeczne stepy nadciąga susza. Wiatry zmieniają swój kierunek. Prądy morskie znikają i pojawiają się w zupełnie innych miejscach. Ludowi stepu to się nie podoba. Nie zamierzają skazywać się na głodową śmierć. A to znaczy, że muszą siłą wydrzeć urodzajne ziemie Sojuszu.
Na szczęście król Lermett ma plan. Skomplikowany i trudny do realizacji, ale jednak w pełni realny. Wystarczy tylko przekonać do niego step i, co gorsza, swoich sojuszników.

Każdy, kto czytał „Tae ekkejr!” doskonale zna historię o synu i matce, o Riadzie i Najlissie, o dwóch stolicach Najlissu, które choć mogły walczyć przeciw sobie, postanowiły walczyć ramię w ramię z wrogiem. Dla osób, które pierwszego tomu nie czytały, w telegraficznym skrócie: sześćset lat wcześniej podczas ataku koczowników, jak zawsze po wybraniu nowego argina, nowy król Najlissu postanowił zbudować nową stolicę, ponieważ Riada za bardzo kojarzyła się wszystkim ze starym królem-tchórzem, który niemal nie poddał się koczownikom. Nowa stolica była najpiękniejszym miastem zbudowanym przez ludzi i w sumie Riada zaczęłaby naprawdę śmiertelnie zazdrościć jej piękna, gdyby… tylko zdążyła. A nie zdążyła, ponieważ koczownicy postanowili ją zaatakować. Na ratunek jednak przybyło miasto Najliss i król Ilent, witając Riadę słowami: „Syn nie może porzucić matki w nieszczęściu, inaczej żaden z niego syn”. Nim się jednak Najliss po wygranej bitwie pod Riadą nie obejrzał, koczownicy już atakowali jego mury obronne. Nowa stolica nie musiała się jednak długo sama bronić, bo z odsieczą przybyła Riada oświadczając, że „Żadna matka syna w biedzie nie zostawi”.

sobota, 21 lipca 2012


„Przed oczami wyobraźni Lermetta mimowolnie zjawił się jego własny nagrobek ze złotą inskrypcją: TU SPOCZYWA TEN, KTÓRY PRZEGADAŁ ELFA. Popatrzywszy na owo wyjątkowe zjawisko, książę ostrożnie zamrugał. Nagrobka nigdzie w pobliżu nie było. Dziwne. Najpewniejszym rezultatem rozmówek z Arienem powinna być płyta nagrobna. Przedwcześnie. Z takimi przyjaciółmi długo się na tym świecie nie pożyje.”


Lermett nigdy nie uważał, żeby wiedza jak uratować elfa spod lawiny mu się przydała. Jednak gdyby nie nadgorliwość krasnoluda Ilmerana – „wychowawcy królów” – rozpętałaby się ogromna wojna między Najlissem (królestwem ludzi) a Doliną Elfów. A wszystko zaczęło się od poselstwa Lermetta do Króla Elfów w bardzo nieprzyjemnej sprawie. W tej samej nieprzyjemnej sprawie w podróż do Najlissu wybrał się Enneari. I gdyby nie rozbójnicy i lawina, która zasypała biednego elfa, obaj posłowie minęliby się, co byłoby tragiczne w skutkach. Enneari jest jednak teraz winny Lermettowi niewypłacalną przysługę – w końcu uratował mu życie! – i nie może go opuścić, póki nie spłaci swojego długu. Żadne z nich nie spodziewało się tego, że w tej nieciekawej sytuacji narodzi się przyjaźń na śmierć i życie.
Tymczasem ktoś po dziesięciu latach czekania, ma okazję się zemścić. I z pewności z niej skorzysta.

Zapewne nie raz mieliście tak, że gdy tylko zobaczyliście jakąś książkę lub przeczytaliście jej opis od razu chcieliście ją przeczytać, ale jakoś nie było okazji ani kupić, ani pożyczyć, ani wypożyczyć i tak jakoś… o niej zapomnieliście na amen (albo wręcz chcieliście o niej zapomnieć). Ja w takiej sytuacji bywałam kilkadziesiąt razy i jakoś przywykłam do myśli, że niektórych książek po prostu nie będzie mi dane przeczytać – m.in. właśnie tych autorstwa Eleonory Ratkiewicz. Wystarczyła jedna zapowiedź na ParanormalBookS, bym z zapałem zaczęła szukać informacji na temat „Lare-i-t`ae”. Była nawet okazja, żeby się w nią zaopatrzyć, ale doszłam do wniosku, że to bez sensu, skoro nie czytałam najpierw „Tae ekkejr!”. Tym większe była moja  radość i zdumienie, gdy obie książki ni z tego ni z owego zagościły na mojej półce w dniu zakończenia roku szkolnego. Nie zostało mi więc nic innego, jak zabrać je wyjazd i delektować lekturą w pochmurne dni (których w tym roku było wyjątkowo wiele).

„Tae ekkejr!” już na pierwszy rzut oka różni się od typowych książek w klimatach fantasy. Bo w końcu nie często spotyka się książkę o elfim tytule („Nie umrzesz!”) czy choćby taką, w której elf(!) zostaje zaatakowany przez najemników i zostaje zasypany przez lawinę, a w dodatku ratowany jest przez człowieka! I to wszystko tylko dlatego, że elf ten został pomylony z człowiekiem, który ma go uratować! Jednak nie o tym chciałam teraz pisać, ponieważ rzeczą na którą chciałam zwrócić uwagę to niebywały język. Chciałoby się aż powiedzieć – taki po prostu polski. Dostałabym jednak po karku od Ilmerana za tak iście niekrasnoludzkie (a przez to zupełnie nie dokładne) określenie. Czytając historię Lermetta i Ariena ma się wrażenie, że słucha się opowieści jakiejś babinki z dziury zabitej dechami, która pragnie się z podróżnymi podzielić historią swojej praprapraprababki, jednocześnie korzystając z języka na tyle współczesnego na tyle na ile jest to możliwe. Nie wiem czy był to zamierzony zabieg czy nie, ale jedno trzeba przyznać - jest urzekający. Potraficie sobie to wyobrazić? Nie? W takim razie koniecznie sięgnijcie po „Tae ekkejr!” i przekonajcie się sami.

Niezależnie jednak od tego czy język jest urzekający czy nie – ciężko się do niego przyzwyczaić. Czymś co także nie pomaga nam w szybko przeczytać książki, są kłótnie Lermetta i Enneariego. Kiedy człowiek i elf spotykają się ze sobą w niezbyt korzystnej sytuacji, a w dodatku żaden nie zna zwyczajów drugiej rasy, nie trudno o sprzeczkę czy awanturę. Wystarczy nie nazwać kogoś prywatnym imieniem czy odmówienie spożycia posiłku, a wojna międzyrasowa gotowa. Ciekawie było za pierwszym czy drugim razem, jednak kiedy Arien obraził się na swojego wybawcę po raz siódmy, miało się już dość. Choć nie powiem – lektura przemyśleń bohaterów w takich sytuacjach to doskonała lekcja empatii.

Nie zaskoczę was jeśli napiszę, że uwielbiam wszelakie dodatki do książek – mapki, słowniczki, schematy, zapisy z dziennika, przypisy, po prostu wszystko co dopełnia książkę. Tym razem spotykamy się z Glosariuszem (czyli zbiorem szerzej omówionych najważniejszych obcych pojęć, które pojawiły się w książce) oraz (uwaga!) „DODATEK LINGWISTYCZNO-ETNOGRAFICZNY, opracowany z wykorzystaniem materiałów zebranych przez krasnoluda Ilmerana z klanu Magejr, honorowego i rzeczywistego doktora nauk Uniwersytetu Aramejlskiego.”, który prosto, jasno i wyraźnie wyjaśnia czemu krasnoludy na każde jedno kichnięcie mają inną nazwę, dlaczego u elfów „jabłko czerwienieje”, a nie „jest czerwone”, a dlaczego każdy krasnolud i każdy elf musi znać chociaż jeden ludzki język. Glosariuszowi i „Dodatkowi…” mówię głośne tak!, tak! i jeszcze raz TAK!

Kjue ara lerko inken, nei nara keruo lanken *

Choć z początku ciężko się przekonać do książki, „Tae ekkejr!” autorstwa Eleonory Ratkiewicz jest lekturą niezwykle interesującą. Ciekawie wykreowani bohaterowie, zabawne perypetie człowieka i elfa oraz przyjaźń mimo przeciwnościom losu to coś, co przyciągnie was, złapie i nie puści, niczym rosiczka swoje ofiary. Polecam wszystkim, którzy zechcą odpocząć trochę od „szekspirowskich” elfów oraz tym, którzy lubują się w fantasy. Korci mnie potwornie, żeby napisać, że z niecierpliwością czekam na lekturę „Lare-i-t`ae”, jednak byłoby to wierutne kłamstwo, ponieważ drugą część cyklu pochłonęłam zaraz po „Tae ekkejr!”.

„Nie przeszła nawet godzina, kiedy nagły poryw wiatru zaparł im dech przerażającym smrodem.
-  Co za...! – Książę nie mógł dokończyć, rozkaszlał się tak, aż łzy stanęły mu w oczach.
- Bełtacz – wyrzęził Enneari o półtorej oktawy poniżej swojego zwyczajnego głosu.
- Co?! – spytał ponownie Lermett, jakoś radząc sobie ze swoim torturowanym powonieniem.
- To bełtacz – powtórzył Arien chrypliwie.- Kocia łapka, białokropek i podściennik wonny. Co za dranie!
- No wiesz – sprzeciwił się Lermett – jeżeli jakaś roślina nawet śmierdzi, przecież nie jest winna, że taka się urodziła. Chociaż rzeczywiście cuchnie koszmarnie.
- Przecież ja nie roślinach – wyrzęził elf, podnosząc ręce do skroni w odwiecznym geście cierpiących na ból głowy.”

*Stare elfie przysłowie. W dosłownym tłumaczeniu: „W przybrzeżnych wodach - mądrości słodycz, w głębokich wodach – zagłady gorycz”. Związane z legendą o Jeziorze Mądrości. Jak wszystkie elfie przysłowia, również to jest okropnie wieloznaczne. Może znaczyć zarówno „Z boku (brzegu) lepiej widać” jak i „Nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy”. Są również: nie wchodź w głąb cudzych spraw; nie wchodź w duszę itd.

Autor: Eleonora Ratkiewicz
Tytuł: Tae ekkejr!
Seria: Cykl Najlisski
Tłumacz: Ewa Białołęcka
Liczba stron: 358
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: lipiec 2011

"Tae ekkejr!" autorstwa Eleonory Ratkiewicz dostałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Fabryka Słów. Ślicznie dziękuję ;)

wtorek, 3 lipca 2012

Co łączy ze sobą podrzędnego niemieckiego malarzynę, pragnącego polonizacji i rusyfikacji niemieckiej powojennej sztuki ze znanym nam wszystkim Adolfem Hitlerem? Co może się stać, kiedy młody „archeolog” z zamiłowania podąży za zakopanymi pod trzeba metrami ziemi śladami sprzed pięciu wieków? Co może sprawić, że trójka zgryźliwych sknerusów zafunduje badania archeologiczne, które mogą pokrzyżować im plany związane z nowym kurortem narciarskim? Co tak strasznego przewoził rosyjski pociąg, że szczątki lokomotywy po wybuchu zostały zabrane wraz z trzymetrową warstwą ziemi? Jakie tajemnice skrywa Państwowy Instytut Kryptozoologii w Warszawie i gdzie się podział cały jego księgozbiór? Dlaczego Gęś Filaretowa, zamieszkująca Wyspę Niedźwiedzią, jest tak zawzięcie poszukiwana przez niemieckie wojsko?  A co najważniejsze – gdzie podziewa się esesman, który zabijał najlepszych żydowskich szewców w czasie ich pracy i jakie były jego pobudki?

„Szewc z Lichtenrade” autorstwa Andrzeja Pilipiuka jest zbiorem dziesięciu opowiadań, które przytaczają historie z  czasów u progu XX w., I i II Wojny Światowej oraz te całkiem nam bliskie – drugiej dekady XXI w. Historie z każdego zakątka Polski i spoza jej granic. Historie tak bardzo podobne do naszych własnych, a jednocześnie tak niewymownie inne i fantastyczne.
Muszę przyznać, że choć nazwisko autora książki nie jest mi obce, „Szewc z Lichtenrade” było pierwszą pozycją Pilipiuka, po jaką udało mi się sięgnąć. I szczerze mówiąc nadal się zastanawiam, jak długo mogłam z tym zwlekać.

Andrzej Pilipiuk jest jednym z najsłynniejszych polskich pisarzy, jeśli chodzi o fantastykę. Cykl o Kubie Wędrowyczu czy „Oko jelenia” zna (lub chociaż słyszał o nich) każdy miłośnik rodzimej polskiej fantastyki. Raz nagrodzony i nie raz nominowany do nagrody Zajdla, dwa razy stanął na podium w głosowaniu o nagrodę Nautilus, uhonorowany Pucharem Bachusa i Srebrną Muszlą, jest niedoścignionym wzorem dla wielu polskich pisarzy.

Nie powiem – byłam pełna obaw przed lekturą. Bałam się, że nie będę w stanie zrozumieć wszystkiego, o czym mówi autor, nie będę się śmiać z jego żartów, a rzeczy oczywiste dla niego będą mi zupełnie obce. Okazuje się jednak, że moje obawy były niczym nie uzasadnione. Język jest miły, prosty, ale nie prymitywny. Choć czasem odwołuje się do polityki (w dodatku często nie wprost), nawet osoba apolityczna (jak ja) może się połapać, do czego odnosi się autor. Dla każdego jednak, kto nie orientuje się zbyt dobrze w I i II Wojnie Światowej, polecam wcześniejszą lekturę na ten temat, bowiem bez tej wiedzy możemy czuć się „pominięci” czytając „Szewca…” 

Cała recenzja na

piątek, 29 czerwca 2012

Stosik - odsłona 9. (4/2012)

I po raz kolejny spotykam się z wami na zakończenie roku szkolnego.
Przed nami dwa miesiące cudnych wakacji, które większość z nas "zmarnuje" na czytaniu książek. Szczerze mówiąc - nie mam nic przeciwko temu. Przed chwilą otrzymałam ostatnią czerwcową paczkę, która powiększyła stosik wakacyjnych lektur... A właśnie... Jeśli o stosiki chodzi...



Centrum, od góry:
  1. Akta Dresdena. Pełnia księżyca - Jim Butcher (Wydawnictwo MAG) - egzemplarz do recenzji od wydawnictwa.
  2. Szewc z Lichtenrade - Andrzej Pilipiuk (Wydawnictwo Fabryka Słów) - egzemplarz do recenzji od ParanormalBooks. Dzięki Isz ;* 
  3. Tae ekkejr! - Eleonora Ratkiewicz (Wydawnictwo Fabryka Słów) - egzemplarz do recenzji od wydawnictwa. Totalna niespodzianka (razem z kontynuacją)! Zupełnie się nie spodziewałam!
  4. Lare i t`ae - Eleonora Ratkiewicz (Wydawnictwo Fabryka Słów) - j.w.
  5. Cena krwi - Tanya Huff (Wydawnictwo Fabryka Słów) -  egzemplarz do recenzji od wydawnictwa
  6. Czarnoksiężnik. Władca Wilków - Juraj Cervenak (Instytut Wydawniczy Erica) - egzemplarz do recenzji od ParanormalBooks.
  7. Saga Asgard. Córka Węża Midgardu - Wolfgang Hohlbein (Wydawnictwo Telbit) - egzemplarz do recenzji od ParanormalBooks.
  8. Żelazny Kodeks. Żelazny Cierń - Caitlin Kittredge (Wydawnictwo Jaguar) - egzemplarz "popremierowy" od wydawnictwa;)
  9. GONE. Faza piąta: Ciemność - Michael Grant (Wydawnictwo Jaguar) - egzemplarz do recenzji od wydawnictwa

    + gazeta dużegoKa z targów w Krakowie
     
Po lewo:
  1.  Więzień labiryntu - James Dashner (Wydawnictwo Papierowy Księżyc) - pożyczone od Matta. Dziękuję ;)
  2. Zwiadowcy. Płonący most - John Flanagan (Wydawnictwo Jaguar) - wygrana w konkursie na fp wydawnictwa ;)
  3. Zwiadowcy. Ziemia skuta lodem - John Flanagan (Wydawnictwo Jaguar) - j.w.
  4. Dom Nocy. Naznaczona - P.C Cast + Kristin Cast (Wydawnictwo Książnica) - pożyczone od M. Dziękuję :*. No Jane, zobaczymy co mi z tego przyjdzie :D
Po prawo natomiast znajdują się moje nagrody książkowe za szkolne wysiłki - w końcu świadectwo z paskiem samo nie przychodzi :D. Słownik wyrazów obcych oraz Leksykon polityków wszech czasów.

Mi nie pozostaje już nic innego, jak życzyć wam wszystkim gorących (czy tam chłodnych) wakacji, udanego wypoczynku i najwspanialszych chwil spędzonych z bliskimi, a ja tymczasem zmykam na pożegnalnego grilla :D.
Freedom!

poniedziałek, 10 października 2011

 Witam. Już na samym początku chciałam was przeprosić za wrzesień... Wrzesień, jak to wrzesień, oznacza rozpoczęcie nowego roku szkolnego, a to z kolei oznacza, że Jenny się JESZCZE chce. Czyli, krótko mówiąc, miałam wiele na głowie (codziennie siedzę w szkole do 15, a trzeba jeszcze znaleźć czas na 4 godziny angielskiego, godzinę tańcy, czas na książki i na naukę) i nie potrafiłam sobie wygospodarować czasu na recenzje. Teraz jednak jest październik, czyli Jenny się już nie chce, a co oznacza że ma więcej czasu.
Skończmy jednak ten przykry temat i skupmy się na tym co naprawdę ważne - książki ^^.

fot. Jennifer Laugh
Stosik w (prawie)całej okazałości. Walczyłam z sobą, by nie wrzucać dzisiaj tego stosika, bo miałam ambitny plan ukazać wam dwumiesięczny, ale kiedy dorwałam w swoje ręce "Mrok", nie mogłam się oprzeć. A więc - stosik półtoramiesięczny :).
Przepraszam za jakość zdjęć, ale wcięło mi gdzieś kabel USB od telefonu, więc zdjęcia musiałam robić mp4, a ona z kolei nie przepada za książkami w twardej oprawie (czyli Mirą i Cesarstwem). Nie mówiąc już o walce z oświetleniem... Ech, zaczynam doceniać moje 1,3 MPx w komórce...

fot. Jennifer Laugh
Od góry:
  1. Pieśni ziemi - Elspeth Cooper (Wydawnictwo Amber) - egzemplarz recenzencki od portalu ParanormalBooks
  2. Przekraczając granice - Oksana Pankiejewa (Wydawnictwo Fabryka Słów) - zakup własny w Empiku
  3. (O Kelley i Sonnym:)Oddech nocy - Lesley Livingston (Wydawnictwo Jaguar) - przedpremierowy egzemplarz recenzencki w ramach współpracy z wydawnictwem
  4. Dogonić rozwiane marzenia - Elizabeth Flock (Wydawnictwo Mira) - w ramach współpracy z wydawnictwem
  5. Obudzić szczęście - Susan Wiggs (Wydawnictwo Mira) - j.w.
  6. Saga Asgard: Thor - Wolfgang Hohlbein (Wydawnictwo Telbit) - egzemplarz recenzencki od portalu ParanormalBooks
  7. Cesarstwo - Steven Saylor (Dom Wydawniczy Rebis) - wygrana w konkursie na fanpage'u dużeKa
fot. Jennifer Laugh
Od góry:
  1. Wilżyńska Dolina: Opowieści z Wilżyńskiej Doliny - Anna Brzezińska (Agencja Wydawnicza Runa) - zakup własny na Allegro
  2. Wolha Redna: Wiedźma Opiekunka cz.2 - Olga Gromyko (Wydawnictwo Fabryka Słów) - zakup własny w Empiku
  3. Wolha Redna: Wiedźma Opiekunka cz.1 - Olga Gromyko (Wydawnictwo Fabryka Słów) - j.w.
  4. Władcy podziemi: Mroczny szept - Gena Showalter (Wydawnictwo Mira) - w ramach współpracy z wydawnictwem
  5. Łowca czarownic: Świt demonów - William Hussey (Wydawnictwo Jaguar) - wygrana w konkursie na portalu Qfant
  6. Strażnicy Veridianu: Mrok - Marianne Curley (Wydawnictwo Jaguar) - w ramach współpracy z wydawnictwem
  7. (Hereafter:) Pomiędzy - Tara Hudson (Wydawnictwo Jaguar) - j.w.
  8. Upadli: Raj utracony - Thomas E. Sniegowski (Wydawnictwo Jaguar) - wygrana w konkursie na Efantastyce
fot. Jennifer Laugh
W między czasie doszło kilka ślicznych zakładek. Od lewej: "paranormalowa" ze wstążką, lekko stronnicza Pani Kasia od SuzanDragon, Halt, Arkarian, Wampirza Wiedźma i Excalibur od Nadeine.

for. Jennifer Laugh
 A oto niespodzianka z Pomiędzy - kalendarzyk Nevermore. Zdjęcie nie jest zachwycające, ale w zamyśle kalendarzyk wygląda TAK.

fot. Jennifer Laugh
 A skoro już się wszystkim bezczelnie chwalę... To pochwalę i się swoją skromną wideoteką - dość nową, bo od ostatniego tygodnia sierpnia, więc może też podejść pod stosik :)

Od dołu:
  1. Rzeźnia nr 1 (reż. Dominik Matwiejczyk) - nagroda w konkursie na fanpage'u dużegoKa. Film polski, który boję się włączać - i to nie dlatego, że to coś miało być filmem psychologicznym, a dlatego, że jest polskim filmem psychologicznym
  2. Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (reż. David Fincher) - zakup własny w Carrefuor'ze za 8zł. EDYCJA DWUPŁYTOWA. Biegałyśmy z przyjaciółką od czytnika do czytnika, bo nie mogłyśmy w to uwierzyć.
  3. Istota (reż. Vincenzo Natali) - zakup własny w Carrefour'ze za 15zł. Długo myślałam czy to kupić czy nie, ale w końcu się skusiłam. Film nieobejrzany - po tym co mi opowiadała przyjaciółka o Labiryncie Fauna, boję się zapoznać z... tym.
  4. Alicja w krainie czarów (reż.Tim Burton) - zakup poprzez Matta za 15zł. Już dawno dawno dawno chciałam to obejrzeć (nie udało mi się iść do kina), więc posiadanie na własność za tak śmieszną cenę takiego filmu jest... Ech, ten Johnny Depp...
  5. Dorian Gray (reż.Oliver Parker) - wygrana w konkursie na fanpage'u dużegoKa. Jak się okazało, że wygrałam ten film, to skakałam z radości przez pół godziny. Kolejny film, który chciałam obejrzeć, ale nie miałam jak/gdzie/kiedy.
 Uf... Skończone.
Tylko co ja mam teraz czytać?

środa, 22 czerwca 2011

Stosik - odsłona 1.

22 czerwca 2011 roku to data bardzo ważna dla sporej części polskiego społeczeństwa. Właśnie dziś odbyło się zakończenie roku szkolnego 2010/2011. I choć na niektórych czeka jeszcze ostatni egzamin w sierpniu, mnie, na szczęście, to nie dotyczy, dzięki czemu mogę w całości oddać się książkom. Oprócz otrzymania świadectwa (z paskiem ^^), zakończenia nauki i rozpoczęcia wakacji, mam jeszcze jeden powód do radości. Dzisiaj odebrałam ostatnią książę do mojego pierwszego stosika :).

Fot. Jennifer Laugh
Od dołu:

  1. Córki Księżyca II: Nocny cień; Tajemny zwój - Lynne Ewing (Jaguar)
  2. Zwiadowcy: Księga 9 - Halt w niebezpieczeństwie (Jaguar)
  3. Upadli: Nefilim - Thomas E. Sniegowski (Jaguar)
  4. Zawód: Wiedźma cz.1 - Olga Gromyko (Fabryka słów)
  5. Zawód: Wiedźma cz.2 - Olga Gromyko (Fabryka słów)
Jak widać - Jaguar mnie oblega*. Choć nie narzekam :). Co prawda powinna się tu znajdować jeszcze pierwsza część "Córek", jednak jeden pan, z jednego bloga zdążył już je pochwycić wraz z czwartą częścią GONE.

Na dziś to wszystko, a tymczasem życzę wam udanych i pogodnych (czy tam chłodnych - gusta i guściki) wakacji.
FREEDOM! :)

*Co prawda "Wiedźma" jest z Fabryki słów, ale redaktorką była Małgorzata Kaczarowska - pani tłumacz z Jaguara. Przetłumaczyła nam Błękitnokrwistych i Strażników Veridianu.