RSS
Facebook
Twitter

piątek, 19 października 2012



Nie rozumiesz czemu twój syn ciągle męczy cię o nowe PSP? Irytujesz się za ilekroć widzisz dziecko płaczące bez powodu? Dostajesz szału za każdym razem, gdy młodsza siostra prosi cię, byś poświęciła jej chwilę na zabawę? Nie możesz już słuchać marudzenia twoich pociech o tym, jak bardzo chcą mieć psa, kota, chomika czy inną fabrykę dodatkowych smrodków? A może popełniłeś największą zbrodnię wobec swoich dzieci - zapomniałeś jak to być jednym z nich? 



Szczerze mówiąc, sama nie wiem, czemu postanowiłam sięgnąć po Kubę i Melę. Nigdy nie darzyłam jakąś szczególną miłością ani pana Orłosia (chociaż lubię jego wydania wiadomości), ani pana Sawki (chociaż jego rysunki z reguły mnie rozśmieszają). Przez długi czas podchodziłam do tej pozycji dość sceptycznie, aż w końcu... Spojrzałam na opis książki po raz tysiąc pierwszy i uznałam, że raz kozie śmierć - przeczytam ją. Nie powiem, że była to najlepsza decyzja jaką podjęłam w moim krótkim życiu, jednak jestem zadowolona, że ją podjęłam.
Lektura pierwszego tomu "Kuby i Meli" to niezwykle ciekawe doświadczenie - szczególnie w rodzinnym gronie w niedzielne popołudnie czy wakacyjny wyjazd. Na długo zapamiętam rodzinne czytanie książki, poprzetykane co i rusz wybuchami śmiechu całej familii. Bo to jest jedna z głównych idei książki: śmianie się - z przygód dzieciaków, ich rodziców, a przede wszystkim... Z SIEBIE SAMYCH! Bo nie ważne czy mieszka się w stolicy czy w małym miasteczku, ma się lat 10 czy 50, pracuje się w telewizji czy w sklepie - przygody, które spotkały rodzinę Orłosiów mogą i przytrafiają się każdemu. I należy się z tego cieszyć, i się z tego śmiać, a nie płakać nad swoimi wadami. Osobom, które nie potrafią podejść z dystansem do własnej osoby - nie polecam.
"Kuba i Mela. Dodaj do znajomych" to idealna pozycja nie tylko dla dzieci, ale i starszych, którzy pragną sobie przypomnieć jak to było chodzić do szkoły podstawowej...
Polecam i czekam na kolejny tom :).

Autor: Maciej Orłoś, Henryk Sawka
Tytuł: Dodaj do znajomych
Seria: Kuba i Mela
Ilustracje: Henryk Sawka
Liczba stron: 259
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 9 maja 2012

W cyklu:

  1. Kuba i Mela. Dodaj do znajomych
  2. Kuba i Mela. Damy radę
"Kubę i Melę. Dodaj do znajomych" dostałam dzięki uprzejmości Entego Admina z Wydawnictwa Jaguar. Ślicznie dziękuję :3



sobota, 13 października 2012

Lista ulubionych czytadeł Jen

Ok... Miałam sobie odpuścić udział w tej zabawie (za karę. Najpierw powinnam napisać jakąś recenzję, a dopiero później się bawić.), ale jakoś tak... za bardzo mnie ciągnęło do stworzenia tego rankingu ;).
Za zaproszenie dziękuję Jane i Sihh :).
(W większości przypadków) kolejność przypadkowa :).


1. Trylogia Czasu  KERSTIN GIER
 TAAAAAAK! Zdecydowanie moje ulubione czytadło! Nie raz już wyrwało mnie z chandry i pocieszało w najgorszych okresach. Przygody Gwen, Gideona, Xemeriusa, Leslie i całej reszty bohaterów "Trylogii Czasu" bawią i wciągają do tego stopnia, że zapomina się o całym świecie. Gdy czytałam tę historię, nie sądziłam, że kiedyś będę mogła nazwać ją moją najukochańszą, no ale cóż... stało się. I potwornie się z tego powodu cieszę.

2. W.Redna OLGA GROMYKO
Kolejny cykl, który pokochałam całym sercem. Za humor, za przygody, za bohaterów, za magię. Za ludzi, wampiry, krosnoludów, trolli, strzygi, leszych i zombie. Za wiedzę, mądrość, inteligencję i ironię. Za miłość, przyjaźń, wiarę i oddanie.  Za okładkę, za opis, za rozdziały.
Po prostu za wszystko.

3. Wiedźmin ANDRZEJ SAPKOWSKI
No proooooszę! Wszyscy, którzy kiedykolwiek czytali Wiedźmina, z miejsca w całą tę historię zaczynają wielbić, więc chyba to nie takie dziwne, że znalazła się się w moim rankingu. GEEERALT! Jaaaaskier! ♥
(c) ewalahalisa (allegro)






4. Igrzyska Śmierci SUZANNE COLLINS
Nie muszę wyjaśniać, prawda?
(Peeta *___*)



5. Na dworcowej LUDMIŁA SKRZYDLEWSKA
Kolejna książka, po przeczytaniu której czuję się o niebo lepiej. Przygody ironicznej Poli, jej szalonych przyjaciół, pokręconej siostry i chorobliwie wrednego sąsiada, sprawia, że zaczynam wierzyć w to, że miłość można znaleźć wszędzie - nawet (a może przede wszystkim?) tam, gdzie się jej zupełnie nie spodziewamy.
(Książka powinna się "niebawem" ukazać w Pw3m)

6. Uczta dusz C.S. FRIEDMAN
Fenomenalna książka! Uwielbiam tę historię, uwielbiam tych bohaterów, uwielbiam tę magię i uwielbiam ten świat! W dodatku mam do tej książki niesamowity sentyment, ponieważ to właśnie dzięki niej przetrwałam całe popołudnie "uczenia się" z e-learningów projektu gimnazjalnego. Dziękuję Ci, o Uczto dusz!
Ze zniecierpliwieniem oczekuję premiery "Skrzydeł gniewu".

7. Przekraczając granice OKSANA PANKIEJEWA
Jedna z najlepszych książek wydanych przez Fabrykę Słów ever! Losy Olgi, Żaka, Szellara, Elmara, Cantora i całej reszty radosnej gromadki z dworu Ortan spodobała mi się do tego stopnia, że zapragnęłam się uczyć języka rosyjskiego, by móc przeczytać serię w oryginale (bo ktoś tu nie chce wydać kolejnych części... -.-').

"-Ciekawego macie króla - zauważyła Olga. - A ten jego tumiwisizm nie przeszkadza mu w rządzeniu krajem?"

8. Akta Dresdena JIM BUTCHER
Nigdy jakoś nie jarało mnie czytanie kryminałów (co innego oglądanie :3), jednak Akta Dresdena mogę czytać naokrągło. Życiowa nieporadność głównego bohatera i sposób ukazania magii w Chicago na początku XXI wieku oraz udekorowanie tego wszystkiego opowieścią detektywistyczną, sprawia, że zakochałam się Harrym Dresdenie od pierwszej strony.

9. Żelazny cierń CAITLIN KITTREDGE
Klikamy TU. Czytamy. Idziemy do najbliższej księgarni i kupujemy. Czytamy, polecamy i zachęcamy znajomych do kupna książki.
O co komą? Więcej informacji TUTAJ i TUTAJ

10. Dzienniki gwiazdowe STANISŁAW LEM
Nieważne jak bardzo dziwne może się to wydać, biorąc pod uwagę fakt, że książki jeszcze nie skończyłam, kocham wracać do "Dzienników...". Historia, która by opowiadała o tym, jakim cudem zaczęłam się interesować Lemem jest tak długa i pokrętna, że sama nie pamiętam jak to się wszystko zaczęło, jednak jestem niewymiernie szczęśliwa, że Los naprowadził mnie na jego twórczość.

11. Zwiadowcy JOHN FLANAGAN
Nie do końca byłam przekonana do tego, żeby umieścić tę serię w tym rankingu (tym bardziej, że mam przeraźliwie mało w nim miejsca), jednak mały głosik w mojej głowie i mój dzisiejszy "wykład" na temat tych książek, sprawili, że w jakiś totalnie pokrętny sposób nadal uwielbiam tę serię, więc musiała się ona tutaj znaleźć.

+  Harry Potter J.K. ROWLING
Harry trochę "poza" rankingiem (albo na doczepkę - jak kto chce), ponieważ moja miłość do niego jest trochę... jakby... "Okrojona". Oczywiście uwielbiam całą serię, jednak gdybym miała czytać Harry'ego na nowo, zdecydowanie zaczęłabym od "Zakonu Feniksa". A najlepiej po prostu obejrzałabym po kilkadziesiąt razy filmy. To nie tak, że książki są gorsze (Bo nie są! Broń Boże! Książki są zdecydowanie o nieeeeeeebo lepsze od filmów. Zarówno jeśli chodzi o twórczość J.K. Rowling jak i ogólnie o książki posiadające ekranizacje), ale po prostu lubię oglądać Harry'ego :)

W rankingu powinno znaleźć się jeszcze kilka innych tytułów (ot, Cykl Najlisski albo Pieśni Ziemi na przykład), jednak chciałam w nim umieścić także kilka książek, których recenzji/opinii nie napisałam, przez co nie pojawiły się one jeszcze na blogu. Muszę przyznać, że wybranie 10 ;] ulubionych czytadeł było niezwykle trudne i strasznie mnie boli, że nie mogłam uwzględnić wszystkich tytułów.
Ponieważ jak zwykle do zabawy dołączam pod koniec, nie zapraszam nikogo konkretnego, bo wszyscy już swoje rankingi zrobili. A kto jeszcze nie zrobił - serdecznie zapraszam :D

Ciekawostka: Podczas tworzenia rankingu w tle leciało to:


Słodkich snów! :*

(Liceum to piekło. Zabiera mi całą wenę twórczą potrzebną na pisanie recki. Btw - na tapecie mam właśnie Annę we krwi. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się skończyć tę recenzję, inaczej Wodzu z PB mnie zabije...)

niedziela, 23 września 2012

Dwa posty temu mówiłam o zmianach, prawda? Że chciałabym częściej pisać... No i znalazłam sposób!

"Pisane w 3 minuty!" to cykl krótkich opinii na temat książek, które pełnowartościowej recenzji autorstwa Jen się nie doczekają (względnie będą czekać na nią dość długo...). Nie oszukujmy się - pisanie normalnych recenzji zajmuje mi masę czasu (3-4h jedna recenzja koniecznie pod wpływem weny - bo bez weny to nawet nie warto się męczyć - , która godziny szczytu osiąga mniej więcej 16-19), więc często nie mam na to sił, a jednak strasznie chcę się w wami podzielić opinią o jakiejś książce (ewent. przelać na ekran komputera wszystko, co mi leży na sercu). Z tego też względu postanowiłam utworzyć "dział" na blogu, w którym będę krótko, szybko(!) i na temat oceniać daną pozycję książkową (najczęściej). Mam nadzieję, że w ten sposób będę mogła być bardziej aktywna na blogu.



Jakże trudne, a jednocześnie zabawne może być życie studenta – szczególnie tego ze słowiańskim temperamentem! Nie ważne jednak co by zrobiła polsko-rosyjska grupa pijanych studentów i tak nie byliby w stanie dorównać W.Rednej adeptce VIII roku Magii Praktycznej w Starmińskiej Wyższej Szkole Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Wolha nie raz zaraziła się na gniew profesorów, stawiając na drzwiach wiadro lodowatej wody czy sprzedając się nędznemu na bandycie z zardzewiałym nożem. Dziewczyna posiada jednak nadzwyczajne umiejętności (bynajmniej nie chodzi o umiejętność przenoszenia alkoholu na teren szkoły). W końcu na super niebezpieczną misję w państwie wampirów - Dogewie - która pochłonęła już 13 magów z doświadczeniem nie wysyła pierwszej z brzegu adeptki - a już na pewno nie takiej, która co chwila wpada w poważne tarapaty (nawet jeśli jej na tym specjalnie nie zależy - co zdarza się dość rzadko).
Tak czy inaczej - Wolha wpakowała się w niezłe bagno: czas spędzany w Dogewie musi rozdzielić między zabijającego wampiry potwora, pisanie pracy semestralnej, obalanie wampirzych mitów (lustra, czosnek, światło słoneczne...) i spotkanie się z niewymownie przystojnym wampirem. Niekoniecznie w tej kolejności.


tak!, Tak!, TAK! Tak w skrócie mogę określić, co myślę o książce. Historia jaka towarzyszyła poszukiwaniu pierwszej części przygód Wolhi jest długa i męcząca, jednak w ostatecznym rozrachunku nie żałuję żadnego wysiłku, który włożyłam w polowanie na książę. Czym mnie tak zachwyciła?
"Zawód: Wiedźma" to opowieść o niezwykle ironicznej, cynicznej i młodocianej wiedźmie, której niestraszne jest radzenie sobie w trudnych sytuacjach, zabijanie strzyg i innych potworów, pyskowanie ze złodziejem, czytanie królewskiej korespondencji i podglądanie ich właściciela w czasie kąpieli. Wolha nic sobie nie robi z taktu i dobrego zachowania. Jest szczera do bólu, inteligentna jak diabli i niebezpieczna niczym pijany kierowca. No i jest jeszcze oczywiście Len. A właściwie Wielce Szanowny Władca Dogewy, Szlachetny Arr'akktur tor Ordwist Sz'eonell z klanu... i tak dalej i tak dalej... Równie inteligentny jak zabawny i przystojny. Władca mądry i rozsądny z zapędem do brania wzoru z króla Salomona. W duecie z Wolhą potrafią zmienić cały otaczający (nie tylko) ich świat - na równie pokręcony co oni.
Oboje sobą postaciami niezwykle charakterystycznymi, barwnymi, ciekawymi i urzekającymi, że nawet gdyby przygody, które ich spotkają, nie miałyby w książce miejsca, nie moglibyśmy się od niej oderwać. W trio z otaczającym wszystko niczym pierzynka humorem, bohaterowie i fabuła sprawiają, że do książki chce się powracać często i na długo. I zdecydowanie właśnie to trio (na feacie z fenomenalną okładką) sprawiło, że zakochałam się w cyklu o W.Rednej i polecam każdemu, kto dobrze czuje się w towarzystwie osób niepogardzających ironią i szaleńczą zabawą we wschodnioeuropejskim wymyśle średniowiecznej scenerii.

Autor: Olga Gromyko
Tytuł: Zawód: Wiedźma (cz.1)
Seria: Cykl W.Rednej (nieoficjalnie)
Tłumacz: Marina Makarevskaya
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 19 października 2007

W cyklu:

  1. Zawód: Wiedźma część 1
  2. Zawód: Wiedźma część 2
  3. Wiedźma opiekunka część 1
  4. Wiedźma opiekunka część 2
  5. Wiedźma naczelna

-----------------------------------------------------------------------
OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
Po pierwsze: Od trzech tygodni dzielnie walczę z liceum. Chyba ostatnio nawet trochę wygrywam, bo udaje mi się czytać w ciągu tygodnia, co mi się nie zdarzało od 3 września. Póki co jednak szkoła wysysa ze mnie ostatnie siły, stąd też odpisywanie na co poniektóre komentarze po dwóch tygodniach. Z kolei wszystkie siły, które regeneruję w czasie weekendu, poświęcam na "odbudowanie" flory i fauny mojego laptopa, gdyż ponieważ nie zdążyłam przegrać większości plików przed formatem. No cóż. Życie bywa okrutne.
Wierzcie mi, że staram się jak mogę, by ten blog żył.

Po drugie: liczę, że spodobało wam się "Pisane...", bo obawiam się, że w najbliższym czasie takich postów będzie najwięcej (patrz: po pierwsze). Liczę jednak na konstruktywną krytykę odnośnie tego projektu i może jeszcze na jakieś ciekawe pomysły odnoście blogowej aktywności ;)

niedziela, 9 września 2012




„- A kto pozwoli Riernowi tak samowładczo zarządzać Adejną?
- A czemu by nie? Szerrin jest moją narzeczoną, można powiedzieć, za pięć minut żona. Tak że za Adejnę będę decydować ja!
- A u nas, w Ettarmie, mówią ‘choć przyrzeczona to jeszcze nie żona, a za pięć minut to i świnia u koryta zdechnie, jeżeli jej pora nastała.’ ”




Sojusz ośmiu królestw zapomniał już, czym jest prawdziwa wojna. Czym jest ochrona ziem, podróż na pole bitwy, strach przed śmiercią podczas walki. Ale nie na długo. Zbliża się konflikt kontynentalny. O być albo nie być. I to wcale nie jest takie oczywiste, że państwa Sojuszu Nadrzecznego zwyciężą w tej walce. I nie jest też wcale powiedziane, że nie będzie to wojna międzyrasowa.
Wszystko się zaczyna i wszystko się kończy. Wzrasta i opada. Rodzi się i umiera. Nic nie pozostaje niezmienione. Klimat również. Na zarzeczne stepy nadciąga susza. Wiatry zmieniają swój kierunek. Prądy morskie znikają i pojawiają się w zupełnie innych miejscach. Ludowi stepu to się nie podoba. Nie zamierzają skazywać się na głodową śmierć. A to znaczy, że muszą siłą wydrzeć urodzajne ziemie Sojuszu.
Na szczęście król Lermett ma plan. Skomplikowany i trudny do realizacji, ale jednak w pełni realny. Wystarczy tylko przekonać do niego step i, co gorsza, swoich sojuszników.

Każdy, kto czytał „Tae ekkejr!” doskonale zna historię o synu i matce, o Riadzie i Najlissie, o dwóch stolicach Najlissu, które choć mogły walczyć przeciw sobie, postanowiły walczyć ramię w ramię z wrogiem. Dla osób, które pierwszego tomu nie czytały, w telegraficznym skrócie: sześćset lat wcześniej podczas ataku koczowników, jak zawsze po wybraniu nowego argina, nowy król Najlissu postanowił zbudować nową stolicę, ponieważ Riada za bardzo kojarzyła się wszystkim ze starym królem-tchórzem, który niemal nie poddał się koczownikom. Nowa stolica była najpiękniejszym miastem zbudowanym przez ludzi i w sumie Riada zaczęłaby naprawdę śmiertelnie zazdrościć jej piękna, gdyby… tylko zdążyła. A nie zdążyła, ponieważ koczownicy postanowili ją zaatakować. Na ratunek jednak przybyło miasto Najliss i król Ilent, witając Riadę słowami: „Syn nie może porzucić matki w nieszczęściu, inaczej żaden z niego syn”. Nim się jednak Najliss po wygranej bitwie pod Riadą nie obejrzał, koczownicy już atakowali jego mury obronne. Nowa stolica nie musiała się jednak długo sama bronić, bo z odsieczą przybyła Riada oświadczając, że „Żadna matka syna w biedzie nie zostawi”.